sobota, 27 października 2012

ROZDZIAŁ 8


Obudziłam się po godzinie 7. Zobaczyłam chyba najsłodszy widok świata : śpiącego Harrego.

Jego ramię delikatnie otulało moje szczupłe ciało. Delikatnie wzięłam rękę chłopaka i powoli wstałam z łóżka. Otworzyłam drzwi i po cichutku zaczęłam schodzić po schodach. W kuchni zastałam już Margaret i Anne. Przywitałam się z nimi.

-Jak minęła noc?- przyjaciółka przygryzła dolną wargę.

-Było cudownie, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy, rozmawialiśmy… - wbiłam wzrok w ścianę.

-Tylko rozmawialiście?- Ann, puściła oczko. Roześmiałyśmy się.

-Tak- odparłam zupełnie poważnie, układając nogi tak, abym mogła usiąść na krześle po turecku.

-Chcesz naleśnika?- mama Harrego podstawiła mi pod nos kopiasty talerz placków, było ich około 30, jak nie więcej.

-Z chęcią, ale po co ich aż tyle zrobiłaś? Całe Holmes Chapel zaprosiłaś na śniadanie?- sięgnęłam po Nutellę.

-Chyba zapomniałaś, że Niall tymczasowo tu mieszka- Meg wywróciła oczami.

-No taaak- znowu wybuchłyśmy śmiechem.

-A wam co tak wesoło?- do kuchni wszedł Harry, przeciągając się leniwie.

-Nic, nic- powiedziałyśmy równocześnie

-Dzień dobry, kochanie- pocałował mnie w usta i zajął miejsce naprzeciwko. Oblałam się rumieńcem.

-Witam, witam!- do kuchni wszedł rozradowany Horan. – A co tutaj tak … mmm naleśniki!- zachwycił się na widok zawartości talerza.

Po upływie piętnastu minut każdy był już najedzony. Irlandczyk zjadł 11 naleśników, a do tego owsiankę, jak wspominał : na lepsze trawienie!

Na dzisiejszy dzień przygotowałam sobie ciemne jeansy, a do tego o odcień jaśniejszą koszulę, na kołnierzyku miała złote ćwieki. Ubrałam ulubione traperki, komin oraz parkę koloru khaki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, jak zwykle falowane. Makijaż nie był zbytnio wymagający, na co dzień wybierałam delikatny: mas cara, trochę różu na policzkach a usta muśnięte malinowym błyszczykiem.

-Wyglądasz ślicznie- Harry przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek na pożegnanie.

Kate i Jasmin stawiły się u nas równo o 8. Ruszyłyśmy na zwiedzanie Londynu. Miałyśmy wyśmienite humory, do momentu aż Katherine opowiedziała nam o nocy spędzonej z Mickiem. Każda wysłuchała jej historii z otwartą buzią

-Ale zabezpieczyliście się?- moja troska o przyjaciółkę sięgnęła zenitu.

-Nie jestem głupia. Byliśmy rozsądni- ta odpowiedź troszkę mnie uspokoiła.

Opowiadałyśmy jeszcze przez chwilę o tym, jak minęły nam noce z ukochanymi.

Postanowiłam zabrać głos. – Dziewczyny, super, że tak świetnie się bawimy, ale my wyjeżdżamy niedługo do Polski, prawdopodobnie nigdy więcej już nie spotkamy chłopaków, którzy w przeciągu paru dni stali się dla nas całym życiem- upiłam łyk kawy, mojej ulubionej Caramel Macciato ze Sturbacksa.

-Tak, wiem, ale ja sobie nie wyobrażam budzenia się bez Nialla u boku. W końcu znalazłam kogoś, kto mnie rozumie i przy kim mogę być po prostu sobą. A teraz muszę już go opuścić- Margaret przełknęła głośno ślinę.

-Meg, proszę cię, jakoś to będzie, ja mam plan- przyciągnęłam ją do siebie, a ta wtuliła się mocno.

-Jaki plan?- Jasmin wyrwała mi kubek z kawką z ręki i upiła parę łyków.

-Jak mi oddasz kawusię, to wam opowiem- Jess z niechęcią oddała mi gorącą ciesz, która wywoływała zawsze uśmiech na mojej twarzy.

-No to dajesz- Meg otarła mokre policzki.

-Postanowiłam , że po ukończeniu gimnazjum wyjadę do liceum tutaj. – banan znowu zagościł na mojej twarzy

-To wspaniały pomysł Libby! Ja też wyjeżdżam razem z tobą- Jasmin podniosła się z murku, na którym siedziałyśmy.

-I ja!- Meg również podniosła się na równe nogi

-A ja nie wyobrażam sobie życia bez was – Kate dołączyła do grupki, która spoglądała na mnie wyczekująco. Podniosłam swój zadek i po chwili trwałyśmy w grupowym uścisku.

-Znalazłam już nawet fajne liceum. Klasa międzynarodowa, z francuskim( w sam raz dla nas, bo uczyłyśmy się go na poziomie rozszerzonym przez całe gimnazjum), no a przede wszystkim jest publiczne, więc nie trzeba wydawać wielu pieniędzy- ogłosiłam wiadomość.

-No i wszystko się ułożyło!- krzyknęła Meg, zwracając uwagę przechodniów. Parsknęłyśmy śmiechem.

-Powiedziałabym, że klub szalonych dziewic wkroczył na nową drogę życia, ale któraś już opuściła to zacne grono- spojrzałam wrogo na Kate. Po czym znowu zaczęłyśmy śmiać się jak szalone. Następnie ruszyłyśmy na zakupy, w końcu byłyśmy na Oxford Street!

Najpierw sklep Vansa, każda z nas zaopatrzyła się w pare nowych trampek. Ja wybrałam bordowe z ciemniejszymi aplikacjami po bokach, Jasmin zdecydowała się na neonowy róż, a Margaret podążyła za trendami, kupując granowe tenisówki z czerwonymi truskawkami. Kate postawiła na klasykę i wybrała czarne z białą podeszwą. Obskoczyłyśmy jeszcze parę sklepów i z uśmiechem na mordkach weszłyśmy do autokaru obładowane torbami. Usiadłam z Maxem i zaczęliśmy gadać o naszych łowach. Na samą myśl o powrocie do domu miałam ochotę skakać dupką do sufitu i tańczyć do białego rana.

 --------------------------------------------------------------------

 

Każdym dzień wyglądał podobnie, codziennie zwiedzałyśmy Londyn ze swoją grupą z Polski, a wieczorem… Ah! Te wieczory! Były cudowne, wszystkie wyjątkowe. Dla niektórych mogłoby wydać się to nudne, ale nie dla mnie! Chłonęłam każdą chwilę z Harrym. Z każdą sekundą, minutą, godziną, kolejnym dniem zakochiwałam się w nim coraz bardziej.

Pragnęłam budzić się przy nim i zasypiać. Uwielbiałam jego dotyk, słowa, pocałunki- wszystko. Minął tydzień, ten drugi mieliśmy spędzić tylko i wyłącznie z naszymi angielskimi rodzinami, ta myśl radowała mnie niesamowicie! Harry kazał mi spakować ciuchy na 6 dni. Nie chciał powiedzieć, gdzie jedziemy. W wieczór przed wyjazdem rozmawiałam z przyjaciółkami, żadna z nich oprócz Jasmin nie wiedziała gdzie jedzie. Josh zabierał Jess do swojej babci na farmę, dziewczyna była cała w skowronkach.

 -----------------------------------------------------------------------

Harold pakował bagaże do BMW x5. Zdziwiłam się, kiedy przyniósł dwie zgrzewki wody, i 5 toreb z jedzeniem + przenośną lodówkę.

-Kochanie, na co nam taki ekwipunek? Przecież tam są na pewno jakieś sklepy- rzuciłam torbę na tylne siedzenia.

-No tak właściwie to nie - Harry podrapał się za uchem.

-Jeszcze mi powiedz, że nie ma tam zasięgu- wybałuszyłam oczy na chłopaka.

-Tak jakby , to… nie ma- bąknął Styles

-Harry gdzie ty mnie wywozisz?! Nooo- zaczęłam marudzić

-Spokojnie, złość piękności szkodzi- chłopak pocałował mnie w policzek

-Już bardziej nie może mi zaszkodzić- odpowiedziałam, krzyżując ręce na piersiach.

-Ale ty głupiutka- Harry postukał mnie palcem w czoło.

Pożegnaliśmy się z Gemmą i Ann. Postanowiłam napisać SMS-y do rodziców i przyjaciółek, żeby się o mnie nie martwiły, ale nie będę miała jak się z nimi kontaktować przez najbliższe dni.

Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy w nieznane …

2 komentarze: