sobota, 15 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 11



                                         Z PERSPEKTYWY JASMINE
Na wieś do babci Josha jechaliśmy jego autem, około półtorej godziny. Dziadkowie mojego chłopaka byli niesamowicie serdecznymi ludźmi. Gospodarstwo było ogromne, na farmie znajdowało się dużo zwierząt. Świnie, owce, kurczaki, kogut( jeden! Temu to dobrze, tyle babek wokół niego!), psy, koty. Byłam bardzo zawiedziona faktem, iż nie ma tutaj koni.
Jazda konna była moją największą pasją, odkąd małego czynnie uprawiałam ten sport. Moim największym marzeniem był w przyszłości zakup własnego wierzchowca. Po południu wybraliśmy się z Joshem na spacer. Miałam na sobie czarne legginsy, biały t-shirt z flagą Wielkiej Brytanii, na to czarty kardigan i huntery na nogach. Opatuliłam się szalikiem, a na głowę wcisnęłam czapkę z pomponem. Zatrzymaliśmy się przed czymś, co wyglądem przypominało stajnie. Usłyszałam rżenie, puściłam rękę chłopaka i zamaszystym ruchem otworzyłam wielkie drzwi. Weszłam i aż pisnęłam z radości, rzuciłam się Joshowi na szyję. Było 6 boksów, a w każdym po jednym koniu.
-Jess, moją wielką pasją zaraz po graniu na perkusji jest właśnie jazda konna- uśmiechnął się niewinnie- wybierz sobie jakiegoś konia, oprócz Amdeusza, bo on jest i mój i pojedziemy na jakąś przejażdżkę, co? – przytuliłam mocno chłopaka.
Amadeusz był cały czarny, ja natomiast wybrałam Clarę, była to klacz brązowej maści z białą łatą na łbie. Ubraliśmy toczki oraz rękawiczki. Ruszyliśmy. Jechaliśmy przez las, rozmawiając i ciągle się śmiejąc. Na końcu lasu czekała mnie bardzo miła niespodzianka : łąka wrzosowa.  To wszystko wyglądało, jak z filmu. Zsiadłam z Clary, Josh uczynił to samo.
Przyciągnął mnie do siebie.
-Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką w życiu spotkałem- na te słowa zalałam się rumieńcem.
-A ty najcudowniejszym chłopakiem jakiego spotkałam- odpowiedziałam.
Nasze usta złączyły się w długim, gorącym pocałunku. Wiedziałam, że te dni, które tutaj spędzę zapamiętam do końca życia …


                                Z PERSPEKTYWY MARGARET
-Nialler, gdzie my do cholery jedziemy? – denerwowałam się na swojego chłopaka.
-Oh, kotku uspokój się. Dowiesz się za niedługo. Niespodzianka to niespodzianka, ale powiem Ci, że jak się złościsz to wyglądasz tak serownie- przygryzł dolną wargę.
-Jasne, jasne- prychnęłam. Załadowaliśmy bagaże i ruszyliśmy. Po około 15 minutach jazdy zatrzymaliśmy się na ulicy, koło Nandos.
-Horan! No ty sobie chyba kpiny urządzasz! – warknęłam na chłopaka.
-Margaret, jak przejeżdżam koło Nandos, to muszę się zatrzymać i coś zjeść. Jak tego nie robię to czuję jakbym no jakbym zgrzeszył- popatrzył na mnie śmiertelnie poważnym wzrokiem. Parsknęłam śmiechem.
-No ja z tobą to mam cztery światy- wysiedliśmy z auta.
Niall chciał złapać mnie za rękę, jednak odsunęłam się gwałtownie.
-Przepraszam, Meg ja wiem, że to dla ciebie zbyt wcześnie, aby ujawnić nasz związek- spuścił wzrok.
-Nie!- zaprotestowałam. – Ja po prostu jestem zdziwiona, że chłopak taki jak ty, przystojny, sławny chce pokazać się z taką przeciętną nastolatką jak ja- poczułam jak Niall chwyta moją dloń. Do Nandos weszliśmy ciągle się obejmując i śmiejąc. Zamówiliśmy jedzenie na wynos. Widziałam jak dziewczyny ze stolika pod ścianą pstrykają nam zdjęcia, ale wcale się tym nie przejęłam. Wsiedliśmy do samochodu i po około 20 minutach dojechaliśmy na obrzeża Londynu. Zaparkowaliśmy przed ogromną willą. – Tu spędzimy najbliższe 6 dni- oznajmił Niall.
-Ale … - nie skończyłam, bo nie byłam w stanie wykrztusić ani jednego słowa- w naszym kierunku szedł nie kto inny, jak sam Justin Bieber. Chłopcy przywitali się. Horan przedstawił mnie swojemu przyjacielowi. Ja nadal stałam jak wryta.
W środku willa była jeszcze ładniejsza niż na zewnątrz. Na dodatek poznałam Selenę Gomez!
Jezus Maria, byłam w totalnym szoku, że tacy słynni nastolatkowie opisywani przez brukowce jako rozpieszczone dzieciaki są tacy normalni i zachowują się jak każdy inny człowiek. Urzekło mnie to w nich. Wieczór spędziliśmy oglądając film „ LOL ‘’.
No i chyba polubiłam niespodzianki …


                                            Z PERSPEKTYWY KATHERINE
-Jedziemy na V Festival! – kiedy usłyszałam te słowa, dosłownie oszalałam z radości.
Na miejsce dojechaliśmy wieczorem autem Micka. Zatrzymaliśmy się w hotelu dla uczestników festiwalu. Byłam bardzo podekscytowana najbliższymi dniami, miały występować same gwiazdy : Muse, Paramore, AC DC, Anberlin, Ed Sheeran- plejada najlepszych z najlepszych.
Weszliśmy do hotelowego pokoju i zmęczeni podróżą postanowiliśmy wziąć wspólną kąpiel. Mick delikatnie mył moje plecy- uwielbiałam jego dotyk. Osuszyliśmy się, lecz nie ubraliśmy. Mick składał delikatne pocałunki na moim nagim ciele, zaczynając od dołu brzucha, a kończąc na okolicy szyi. Kiedy skończyliśmy, leżeliśmy owinięci jedynie prześcieradłem.
-Kate jesteś najlepszym, co mnie w życiu spotkało- powiedział Mick.
-Kocham Cię- wpiłam w się jego usta,  a moje ciało wypełniła błoga rozkosz …



3 komentarze:

  1. bardzo mi się podoba :**

    OdpowiedzUsuń
  2. hahahahaha mam nadzieje że do ostatniej sceny tej w wannie zainspirowalo cię pewnie zdjecie z mojego ipoda ;3 to odpowiadanie jest cudowne <3 kocham kazde napisane tutaj słowo <3 effy

    OdpowiedzUsuń