piątek, 14 września 2012

RODZIAŁ 3



- Nie. Liam- odparł z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Zirytowało mnie to, dlatego postanowiłam wrócić do „żywych” i odegrać się za jego zachowanie, które nie wiadomo czemu nie przypadło mi do gustu.
-Wolałabym, żeby to on tu był, a nie ty- odpowiedziałam z nieskrywaną pogardą dla jego osoby. Chłopak chciał coś powiedzieć, otworzył buzię, po czym ją zamknął. Dostrzegłam w jego oczach ból. Czyżby zabolało go to co powiedziałam? Nie, wyrzutów sumienia to ja mieć nie będę , co to, to nie. Chyba nikt go już od dawna w ten sposób nie potraktował.
-Ej, moja przyjaciółka, Kate, ona bardzo Cię lubi i pewnie ucieszyłaby się gdyby spotkała swojego idola. Poprawka oszalałaby z radości. Zaraz ją zawołam, jest tu w pokoju- powiedziałam to dosyć szybko, z czego byłam niesłychanie dumna.
-Nie, bardzo proszę! Wróciłem prosto z lotniska, mieliśmy koncert w Irlandii, jestem zmęczony. Wybacz, ale nie mam ochoty słuchać wrzasków fanek- ogłosił to, jakby miało to uratować jego życie.
-Oj, daj spokój, to tylko 5 minutek. Już nie przesadzaj, świat się od tego nie zawali, jeżeli poświęcisz Katie troszeczkę swojego czasu. Po drugie to jej marzenie… - kontynuowałam
-Kaa- zaczęłam ją wołać, ale nie skończyłam ponieważ Harry zakrył mi usta swoją dłonią i zręcznym ruchem wziął mnie na ręce jak pannę młodą i wbiegł po schodach na górę. Oszołomiona zwrotem akcji zdążyłam tylko krzyknąć – to porwanie. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, jednak my zniknęliśmy już w pokoju na drugim piętrze.
Chłopak odstawił mnie delikatnie na ziemi, chciałam coś powiedź ale zupełnie nie wiedziałam co. Wrosłam w podłogę. Kiedy już zamierzałam coś powiedzieć, otworzyłam usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. – zadławiłaś się czymś? – zaśmiał się Harry. Mi wcale do śmiechu jednak nie było. – Co to miało być?- wydukałam wreszcie.
-Tak jak sama powiedziałaś, porwanie- Styles ściągnął swoją kurtkę i odwiesił na wieszak.
-Ale ja muszę wrócić na dół. Zobacz, koszulki do spania nawet nie mam- próbowałam wszystkiego, aby tylko nie spędzić tej nocy w tym pokoju i to właśnie z nim.
-Myślę, że to nie będzie żadnym problemem.- ukazał szereg swoich idealnie, prostych białych zębów. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej niebieski T-shirt z logiem supermana.
-Proszę- podał mi. Wyrwałam ubranie z jego rąk i ruszyłam w kierunku drzwi.
- A ty gdzie?- spytał, stając przede mną i barykadując mi tym samym wyjście z pomieszczenia. – No, chyba przy tobie przebierać się nie będę- odpowiedziałam całkiem spokojnym głosem. – Ym , no tak jasne- odparł zmieszany i przesunął się w prawo. Drzwi za mną zamknęły się z hukiem , ruszyłam w kierunku toalety. Ubrałam bluzkę i rozwiesiłam ręcznik na grzejniku. – Okej Libby skup się , to Twoja jedyna szansa, aby mu zwiać. Wyszłam po cichutku z toalety i zaczęłam schodzić po schodach, było bardzo ciemno i nie zauważyłam Styles’a stojącego w połowie mojej drogi. – A ty co uciekasz? – spytał.
Było mi głupio. Dobrze ,że panowała wokół ciemność, bynajmniej nie zauważył moich policzków, które zapewnie były oblane rumieńcem. – Na górę już- rozkazał. Nie miałam wyjścia. Posłuchałam go. Ruszyłam, Harry szedł bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na swoim karku. – Okej , to ty teraz tu posiedź, a ja pójdę się umyć- skinęłam potakująco głową. To wszystko było jak jakiś sen. Wręcz koszmar, ale w sumie Harry nie był tym koszmarem, chociaż okazał się dupkiem. Więc zmieniam zdanie jednak to przez niego ta noc jest koszmarna. – Libby, Libby – usłyszałam wołanie przyjaciółek. – Drugie drzwi na lewo od toalety- krzyknęłam. Podeszłam do drzwi. – Co ty tam robisz?- dopytywały się. – No, ja…- nie dokończyłam, bo ktoś mi przerwał. – Dziewczyny idźcie na dół, przyjaciółki Wam dzisiaj nie oddam, bo nie chcę krzyków fanek ani nic takiego. Katie dużo o Tobie słyszałem, poznamy się jutro przy śniadaniu. – wydzierał się Styles z łazienki. Usłyszałam tylko piski przyjaciółek i to jak zbiegają na dół. „ No świetnie, to są prawdziwe przyjaciółki” – pomyślałam. Usiadłam na kanapie. Harry wszedł po 5 minutach . Wstałam i ryknęłam – No nieźle to sobie wszystko wymyśliłeś Styles!
- Tak wiem, jestem niezłym porywaczem. – podarował mi uśmiech, który zdążyłam znienawidzić . Opadłam bezradnie na sofę. Harry usiadł koło mnie, jednak odległość była dla mnie w miarę bezpieczna, około 30-40 cm. – Chcesz coś oglądnąć?- zagadał.
Wzruszyłam ramionami i przyciągnęłam nogi do brody. – Może „ To tylko miłość” , to moja ulubiona komedia romantyczna- nie dawał za wygraną. – Ta, może być, też ją lubię- powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się, jednak ja tego nie odwzajemniłam. – Od razu mówię, że płaczę na scenie ślubu, chyba, że podzielasz opinię, iż chłopcy nie płaczą, wtedy postaram się ukryć moje emocje, ale u mnie z tym trochę trudno- próbował rozładować niezbyt ciekawą atmosferę. – Nie podzielam tej opinii. Uważam, że każdy może płakać niezależnie od płci czy wieku, to jest najzupełniej normalne- powiedziałam nawet miłym tonem, co trochę mnie zszokowało, bo w głębi duszy nadal byłam na niego cholernie zła. Z drugiej strony nie mogłam uwierzyć, że właśnie oglądam film z Harrym Stylesem w jego własnym domu. Oglądaliśmy, no i przyszła scena ślubu. Nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać, Harold też.
-Dlaczego prawdziwa miłość nie istnieje? Czemu wszystko jest takie piękne tylko na filmach? – pochlipywałam. Poczułam jak Harry się do mnie przysuwa. Niepewnie objął mnie swoim ramieniem. Nie protestowałam, potrzebowałam tego.
-Nawet mi się nie przedstawiłaś, tylko po krzykach Twoich koleżanek wiem, że masz na imię Libby – zaczął – a wracając do tematu , to wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- kontynuował.
-Nie- odparłam zdecydowanie.
-Masz chłopaka?- ilość pytań , które mi zadawał była lekko przytłaczająca .
-Nie- chciałam ukryć smutek w swoim głosie, ale nie wyszło mi to chyba najlepiej.
-Trudno się dziwić, masz niezły temperament, chyba ze świecą to trzeba szukać takiego, co zaakceptuje Ciebie całą- wyparował
-Słucham? – poderwałam się z miejsca. – Co ty o mnie w ogóle wiesz, co ? Nic i taka jest prawda. Myślisz, że jak jesteś jakąś gwiazdką to możesz wszystkich oceniać i ujdzie Ci to na sucho. Jeżeli tak ,to grubo się mylisz! Jesteś dupkiem i zadufanym w sobie egoistą, Styles!- wylewałam z siebie potok słów. – Aha- tylko tyle usłyszałam w odpowiedzi. Nawet nie zauważyłam, kiedy wylądowałam w łóżku, cisnęłam tylko poduszką i kocem w stronę Harr’ego i zasnęłam w miarę szybko, mimo tych wszystkich zdarzeń dzisiejszego wieczoru.
Budzik zadzwonił równo o 8:00 , wstałam beznamiętnie z łóżka i wyszłam z pokoju zamykając zielonookiemu drzwi przed nosem. Chłopak schodził za mną po schodach. Na dole spotkaliśmy Gemmę, przedstawiłam się jej i ruszyłam w kierunku kuchni. Moje przyjaciółki siedziały już przy stole. Przywitałam się z nimi i chciałam już odsunąć krzesło, aby zająć miejsce, jednak ktoś uprzedził mnie. Był to Harry. Szepnął mi do ucha ”miło Cię widzieć” , obdarowałam go kwaśnym uśmiechem, zalałam płatki mlekiem, a on w tym czasie przywitał się z Ann, która krzątała się w kuchni przygotowując nam drugie śniadanie. Harry zajął miejsce obok Katie, zaczął z nią rozmawiać. Przedstawił się oczywiście reszcie dziewczyn. Kątem oka dostrzegłam jak alabastrowa cera mojej przyjaciółki pokrywa się wielkimi rumieńcami. Unikałam wzroku Harolda, jednak nie umknęło mojej uwadze to, że flirtowała z Katie. Machałam łyżką w misce. Nie miałam ochoty jeść. – Dziękuję, najadłam już się- wstałam od stołu i ruszyłam w stronę pokoju. Nie odeszłam z kuchni z tego powodu, że byłam zazdrosna, na pewno, zrobiłam to dlatego, że Harry strasznie działał mi na nerwy. Po drugie po jego wczorajszym zachowaniu, nie mogłam dopuścić do tego, aby moja przyjaciółka zaczęła się z nim umawiać, ale co ja niby miałabym jej powiedzieć? „ hej , Katie, słuchaj, chłopak Twoich marzeń to idiota i tyle” ? ta jasne, czarno to widzę. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło . Schyliłam do walizki i wyciągnęłam ciemnozielone rurki, czarną bokserkę na to tego samego koloru bluzę wkładaną przez głowę ze wstawkami z koronki do tego czarne buty EMU. Złapałam za kosmetyczkę i pobiegłam do łazienki. Ktoś zapukał. Weszła Meg z ciuchami w ręce i swoimi przyborami kosmetycznymi. Uśmiechnęła się do mnie blado i zaczęła przebierać.
                                                Z PERSPEKTYWY MARGARET  
Weszli do kuchni. Faktycznie Harry był nieziemsko przystojny. Libby przywlokła się w T’shircie, który nie należał do niej. Jasmin kopnęła mnie w nogę pod stołem, dając do zrozumienia, że coś jest nie tak. Katie natomiast drżała z podniecenia. Harry odsunął naszej przyjaciółce krzesło, a ta nawet mu nie podziękowała, to nie było zupełnie w jej stylu. Ni stąd ni z owąd , nas gwiazdorek zaczął flirtować z Katherine, ona była cała w skowronkach, a Libby jakaś nieswoja, jakby nieobecna. W pewnym momencie podziękowała za posiłek i po prostu odeszła. Odprowadziliśmy ją wszyscy wzrokiem, kiedy opuściła kuchnie Harry zabrał głos – Słuchajcie dziewczyny, jest taka sprawa. Robię dzisiaj wieczorem takie małe party, będą chłopcy z zespołu, z dziewczynami, nasz gitarzysta Mick oraz jego kuzyn perkusista Josh. Tylko nie mówcie o niczym Libby, proszę!- po czym wziął do ręki jabłko i wyszedł z pomieszczenia, zupełnie zapominając o Kate, którą chwilę wcześniej adorował. Ja również podziękowałam i odeszłam od stołu, wzięłam cuchy i kosmetyczkę i podreptałam na górę. Na dzisiejszy dzień wybrałam czarne rajtuzy, kremową koronkową sukienkę, botki za kostkę na niewysokim obcasie i ciepły kardigan- to zdecydowanie mój ulubiony zestaw. Libby była już w łazience. Nie zamierzałam jej wspominać o planach na dzisiejszy wieczór. Przyjaciółka wyglądałam olśniewająco. Jak zawsze. Zaczęłam się przebierać. Postawiłam wszystko na jedną kartę – Libby czy wczoraj wieczorem coś zaszło między Tobą a Harrym , coś co zajść nie powinno? Zachowywaliście się przy śniadaniu dosyć dziwnie. – powiedziałam prosto z mostu. Jak to zwykłam robić.
Przyjaciółka nie odwróciła się nawet do mnie. – Nie, oczywiście, że nie. To zwykły dupek- powiedziała tuszując swoje i tak już długie z natury rzęsy. – Powiedział mi- kontynuowała- że nie znajdę sobie chłopaka, to znaczy, że trudno będzie mi o takiego, który zaakceptuje mnie całą – odwróciła się nareszcie. – Ma tupet, co? – spytała ze złością w oczach
- To idiota- skwitowałam i mocno przytuliłam ją do siebie. Znałam Libby nie od dziś, wiedziałam , że jest strasznie wrażliwą osobą i łatwo ją zranić. Harry właśnie to zrobił.
Usiadła na taborecie i podała mi szczotkę do włosów.
-Zrobisz mi dobieranego warkocza? Proszę- poprosiła i zatrzepotała teatralnie rzęsami. Od razu chwyciłam szczotkę i przystąpiłam do robienia fryzury. W głowie kotłowała mi się tylko jedna myśl, czy powinnam jej powiedzieć o planach na dzisiejszy wieczór? Postanowiłam tego nie robić, ale w kościach czułam, że to nie będzie zwyczajna impreza, że coś się wydarzy tego wieczoru …

3 komentarze:

  1. Jesteś koszmarnie utalentowana !

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiem czy wiesz ale to jest zarąbiste, pisz dalej, z niecierpliwością czekam na kolejny rozdzialik xxxxxxx

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest super i strasznie wciąga :3

    OdpowiedzUsuń