piątek, 21 września 2012

ROZDZIAŁ 4



                                          
Zwiedzanie Londynu jak zawsze było wspaniałe. Ludzie, ich mentalność, budynki – wszystko mi się w tym mieście podobało. Wracając metrem wygłupialiśmy się, jak zawsze. Ekipa była najlepsza na świecie. Jasmin krzyczała, że jest żoną Alladyna i mają dwójkę dzieci, a Max udawał, że jest z Chin i gadał jakimś dziwnym językiem, oczywiście własnego autorstwa. Skutek był tego taki, że ludzie jadący metrem patrzyli na nas jak na wariatów, jednak myśląc tak wyrazili właściwą opinię na nasz temat. Zwiedziliśmy Greenwich, później rejs statkiem po Tamizie i Muzeum Historii Naturalnej. W sumie wszyscy zapewnili mi świetną zabawę i zapomniałam o niezbyt miłym wieczorze oraz poranku. Może chodzi o to, że do mnie po prostu to wszystko co się wydarzyło było jak sen, nie wierzyłam w to.
O 16:30 jak zawsze w parku siedziała Anne. Ta kobieta emanowała takim wewnętrznym ciepłem. Uwielbiałam ją. Gdy dojechałyśmy pod dom było około godziny 17, An oznajmiła nam, że dzisiejszej nocy jej nie będzie w domu, bo jedzie do przyjaciółki, a Gemma jest u chłopaka i zapewne dzisiaj też jej już nie zobaczymy.
Wysiadłyśmy z samochodu i podeszłyśmy w kierunku drzwi. Jednak zatrzymałyśmy się na chwilę.
-Hej, dziewczyny słyszycie te hałasy dochodzące z domu?- spytałam.
-Faktycznie, też to słyszę może nasz gwiazdorek postanowił urządzić sobie imprezkę?- Jasmin patrzyła na nas swoimi czekoladowymi oczami,  wywracając nimi figlarnie.
Weszłyśmy do mieszkania, ja oczywiście jako ostatnia. To co ukazało się moim oczom zupełnie mnie zszokowało, stałam w przedpokoju jak wryta. Było tutaj całe One Direction : Zayn, Niall, Liam i Louis. Zauważyłam też Eleanor, Danielle oraz Josha i jakiegoś chłopaka, którego nie znałam. Moje przyjaciółki zachowywały się jakby cała sytuacja nie była dla nich w jaki kol wiek sposób dziwna czy nieswoja. Ruszyły przed siebie zostawiając mnie samą.
Ja nadal stałam przed frontowymi drzwiami, nie wiedząc co zrobić. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu,  położył swoje dłonie na moich ramionach i szepnął do ucha „ Miło Cię znowu widzieć Libby”. Odwróciłam się i popatrzyłam na „ktośka”. Harry był ode mnie wyższy o jakieś dwie i pół głowy, więc mój wzrok musiał powędrować bardzo wysoko…
-Odpowiedziałabym Ci tym samym, lecz nie lubię kłamać- powiedziałam teatralnym głosem, który miałam wyćwiczony idealnie, ponieważ od zawsze grywałam w różnych przedstawieniach. Raz nawet wystąpiłam w reklamie Kapp Ahlu , reklamowałam dziecięce piżamy, które projektowała moja mama!
-A więc to jest pewnie ta cała Libby, o której tyle gadałeś dziś! No tak, piwne, duże oczy, niebotycznie długie rzęsy, lśniące brązowe włosy i ta filigranowa figura! No, stary jest dokładnie taka jaką ją opisywałeś!- obok Styles’a stał Liam.
Liam Payne, który przecież miał być moim mężem i mieliśmy mieć dwoje dzieci- tak, tak moje chore paranoje. Nikt nic nie powiedział. Staliśmy w tym trójkącie w ciszy.
Harold wbił wzrok w ziemię i po chwili zawołał „ Kaaaate!” i już go nie było.
Stałam z chłopakiem moich marzeń ramie w ramie. Nie wierzyłam w to.
-Chyba mu się spodobała- zaczęłam dosyć niepewnie. – Tak jak co druga dziewczyna na ulicy-skwitował ze śmiechem Liam. Okej, pierwsze lody przełamane. Libby, Libby oddychaj! Rozmawialiśmy jeszcze jakieś 10 minut, zupełnie jakbyśmy znali się już od bardzo dawna, ale najdziwniejsze było to, że nie poczułam nic. Zupełnie nic. No bo przecież na jego widok miały ugiąć się pode mną kolana, policzki zaróżowieć a serce miało zwiększyć swoje obroty dwukrotnie- a tu nic! Byłam zawiedziona. Chłopak z moich snów jednak nie jest moim Księciem z bajki… Traktowałam go jak kumpla. „ Ale bym miała przystojnego kumpla” – przeszła mi myśl przez głowę. Po chwili podeszła do nas Danielle. W rzeczywistości była jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach. Zdjęłam wreszcie kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak. Weszłam do salonu, przedstawiłam się wszystkim i ucinałam sobie właśnie pogawędkę z Eleanor, kiedy podeszła do mnie Katie i oznajmiła, że wychodzi na spacer z Harr’ym. Cieszyłam się jej szczęściem, jednak bałam się, że chłopak po prostu się nią pobawi i ją porzuci, a ta wrażliwa i niezwykle uczuciowa osóbka nie przeżyłaby tego. Wyszli, odprowadziłam ich wzrokiem i wróciłam do rozmowy z El, po chwili dołączył do nas Zayn. Rozmawialiśmy o Polsce i o tym jak tam się mieszka i w ogóle o wszystkim. Złapałam z nimi szybko dobry kontakt. – Czemu w tej lodówce nic nie ma?! – usłyszeliśmy krzyki Nialla . 
- Przekąski ci nie wystarczają? – spytał Lou. – NIEEEEEEEEEEEEEEE! – wydarł się Horan. Pokojem wstrząsnęły salwy śmiechu. Margaret skierowała się w kierunku kuchni a mnie pochłonęła kolejna konwersacja tym razem z Louisem na temat jego miłości do pasków. Popijałam sok pomarańczowy a mój towarzysz pił piwo. Jasmin podeszła do mnie i pociągnęła za sobą. Przeprosiłam Lou i ruszyłam za nią. Zatrzymałyśmy się przed kuchnią ,wychyliłyśmy dyskretnie zza ściany. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam! Nasza Margaret miziała się z Niallem! – Meg, nie wiem jak to powiedzieć, ale odkąd pierwszy raz Cię zobaczyłem to moje serce zaczęło bić szybciej! Ciągle mam Ciebie przed oczami! Prawie w ogóle Cię nie znam, ale to nie zmienia tego jak bardzo pragnę Cię poznać. Pozwolisz mi na to? Umówisz się ze mną, proszę? – mówił Horan. Meggie kiwnęła potakująco głową, pozwalając tym samym aby chłopak przysunął się do niej na niezbyt bezpieczną odległość. Nie chciałyśmy im przeszkadzać, więc odeszłyśmy.
                                           Z PERSPEKTYWY MARGARET
O Boże. Nie wierzyłam w to co się w to co się teraz działo! Niall Horan wyznał mi właśnie, że jest mną zainteresowany! Na dodatek zaprosił mnie na randkę! Moje serce waliło jak oszalałe a moja stara miłość- Zayn , odeszła w niepamięć. Teraz byłam wypełniona prawdziwym uczuciem. Nasze usta zbliżały się do siebie bardzo powoli, poczułam jak Irlandczyk wplątuje mi swoje palce we włosy i przyciąga bliżej siebie. Moja ostatnia myśl : oby dziewczyny znalazły tyle szczęścia, ile ja. Potem odpłynęłam do krainy rozkoszy, w której usta Nialla delikatnie muskały moje …
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
- To niewiarygodne!- lamentowała ciągle Jasmin.
- A ja od zawsze powtarzałam, że Meg bardziej pasuje do Nialla niż do Zayna. I kto ma zawsze rację?! No oczywiście, że ja! Cudowna Libby! – klasnęłam w dłonie.
-Nie dość, że cudowna to jeszcze skromna—prychnęła moja przyjaciółka.
-Przez grzeczność nie zaprzeczę- roześmiałyśmy się. Złapałam przyjaciółkę za przedramię zmuszając ją aby się zatrzymała – Jess , a ty nie znalazłaś żadnej miłości tego wieczoru?- zlustrowałam ją wzrokiem. – Co ty gadasz Lib? Jasne, że nie – odparła zmieszana dziewczyna i oddaliła się w kierunku … Josha!
                                         Z PERSPEKTYWY JASMIN
Libby obleciała mnie tym swoim wzrokiem. Nie mogłam jej powiedzieć przecież prawdy, tego że totalnie zadurzyłam się w Joshu ! I to od pierwszej rozmowy! To nie był chłopak, z jakimi spotykałam się do tej pory. Wcale nie był typem sportowca, z idealnie wyrzeźbionym torsem i nieskazitelną cerą, a mimo wszystko dla mnie był idealny …
------------------------------------------------------------------------------------------------------
 - Za dużo tej miłości- pomyślałam opierając się o ścianę. Zayn podszedł do mnie.
- A gdzie podziewa się Perrie? – zagadałam. – Em , no wiesz … ona po prostu … no ona po prostu nie przepada za moimi znajomymi- powiedział w końcu i upił łyk drinka. Ewidentnie było mu z tego powodu przykro, ale starał się to ukryć posyłając mi blady uśmiech. Poklepałam go po ramieniu i odwzajemniłam uśmiech, mimo że jego wcale nie był szczery. Do salonu wparowała Kate . – Libby, tu jesteś! A ją Cię szukałam! Musimy pogadać. Sorry Zayn, zaraz ją zwrócę- odciągnęła mnie od chłopaka. Usiadłyśmy na kanapie.
- No co się stało? – spytałam zniecierpliwiona. – No, ja chyba się zakochałam! – odpowiedziała bardzo szczęśliwym głosem. – Harry to prawdziwy szczęściarz- posłałam jej najbardziej szczery uśmiech, na jaki było mnie stać. – Ale nie w Harr’ym głupku! – zachichotała i już jej nie było. Siedziałam zdezorientowana na sofie . – Jak nie w Haroldzie to w kim?! – byłam zupełnie zbita z tropu …

1 komentarz: