piątek, 28 września 2012

ROZDZIAŁ 5



                                   Z PERSPEKTYWY KATHERINE
Na spacerze z Harrym było strasznie nudno. Nie mieliśmy wspólnych tematów. On z resztą pytał ciągle o Libby. Moja „miłość” do jego osoby prysła tak samo szybko jak się pojawiła. Zapytałam się go czy podoba mu się moja przyjaciółka, a on zamiast mi odpowiedzieć jak człowiek to wbił wzrok w ziemię. Dla mnie sprawa była jasne. Wiedziałam, że Lib nie przepada za Hazzą, ale myślałam, że może przekona się do niego, to znaczy miałam taką nadzieję, bo taka cudowna dziewczyna jak ona nie mogła być przecież samotna, ale odkąd Lucas złamał jej serce, bo wyjechał nagle do Londynu z rodzicami i jej nawet nie uprzedził nie umiała zaufać nikomu innemu.
Poszliśmy do sklepu, doradziłam chłopakowi aby kupił Libby jej ulubione żelki HARIBO w kształcie literek, posłuchał mnie. Ja ciągle byłam myślami gdzie indziej, zupełne gdzie indziej. Przy gitarzyście 1D …

--------------------------------------------------------------------------
 

Na samą myśl o tym, że każdy tego wieczoru znalazł sobie kogoś bliskiego swojemu sercu chciało mi się wymiotować. Wszystko wyglądało mniej więcej tak : Danielle i Liam leżeli przytuleni na kanapie, Jasmin i Josh zniknęli drugim salonie, Maggie oraz Niall zamknęli się w naszym  pokoju a Lou i El zniknęli na górze, Bóg jeden wie co robić! Obejrzałam się wokół, do tej całej układanki nie pasowałam ja. Wstałam z sofy i zgarnęłam z przedpokoju parkę i koc. Wyszłam z domu, na zewnątrz było bardzo zimno. Wiatr owiał delikatnie moją twarz. Założyłam kurtkę i rozkoszowałam się ciszą, która panowała na zewnątrz. Usłyszałam jakieś szepty, ruszyłam na tyły domu, w ogrodzie zobaczyłam Katie, która trzymała się za rękę z Mickiem( gitarzystą One Direction), on szeptał jej coś do ucha a ona ciągle chichotała, zupełnie jak dziś rano przy śniadaniu … Ah, ta Kate i jej obiekty westchnień, które zmieniają się niemal jak w kalejdoskopie- uśmiechnęłam się sama do siebie i niezauważona ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się przy hamaku, na którym usiadłam, był przed domem. Było zimno i ciemno, opatuliłam się porządniej kocem, ale bynajmniej tutaj mogłam pobyć sama, ochłonąć od nadmiaru dzisiejszych emocji i nikomu nie przeszkadzać. Jednak nie dane mi było spędzenie tego wieczoru w samotności, usłyszałam kroki. Odwróciłam się. To był Harry . W rękach trzymał dwa kubki a na sobie miał szarą bosmankę i czapkę w kolorze khaki.
-Mogę się przysiąść?- spytał dosyć niepewnie jak na jedną z największych gwiazd POP dzisiejszych czasów.
-Taaa, siadaj – przesunęłam się kawałek, aby zrobić mu miejsce.
-Masz gorącą czekoladę. Dlaczego tutaj siedzisz?- podał mi kubek z wręcz parzącą cieczą.
-No, bo ja nie chciałam nikomu przeszkadzać. Oni wszyscy mają swoje drugie połówki, a ja to co? Jestem bez chłopaka i tyle. Może miałeś rację mówiąc, że trudno będzie mi znaleźć tego jedynego. Ja już sama nie wiem- powiedziałam łamiącym się głosem.
-Słuchaj Libby, ja nie chciałem wczoraj tego powiedzieć. Strasznie mi głupio. Naprawdę bardzo przepraszam. No, ale spójrzmy na to tak. Popatrz ja też nie mam dziewczyny, niesamowity zbieg okoliczności, nieprawdaż?- popatrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami w najpiękniejszym odcieniu zieleni, jaki mógł istnieć na tej ziemi.
-Tak, niesamowity-odparłam z uśmiechem na twarzy.
-To jak będzie, wybaczysz mi? - spytał.
-Oczywiście, że tak-dałam mu kuksańca w bok. – Chcesz koc?- nie czekałam na odpowiedź, zręcznym ruchem ręki ściągnęłam go z siebie i położyłam na naszych nogach. W jego oczach widziałam wdzięczność.
-Libby, ja mam problem z ukrywaniem emocji i tak jest również i tym razem . Wczoraj wieczorem nie bez powodu pytałem Cię o to czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia. Ja też w nią nie wierzyłem, dopóki … dopóki nie spotkałem Ciebie- odstawił kubek na ziemię,. Uczyniłam to samo. Popatrzyłam w jego cudowne oczyska i dosłownie rozpływałam się, w nich można było się dosłownie zakochać. Z resztą w ich właścicielu również …
Nasze twarze zaczęły się zbliżać, trwało to bardzo długo.
-Oh, Harry przestań się pieprzyć i po prostu mnie pocałuj- wyparowałam.
Chłopak natychmiastowo przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Moje ciało przeszły drgawki, rozlewała się po nim rozkosz. Czułam jak krew pulsuje w moich żyłach, zupełnie nagle poczułam falę gorąca. Jeszcze nigdy nie czułam takiego pożądania względem drugiego człowieka. Ni stąd ni z owąd Harry odsunął mnie od siebie i krzyknął „ poczekaj chwilkę”. Wrócił po paru sekundach, niosąc ostrożnie tacę, klęknął przede mną i złożył mi ją na kolanach. Widniał na niej napis „ ZOSTANIESZ MOJĄ DZIEWCZYNĄ?”, ułożony z moich ulubionych żelków. Kiwnęłam potakująco głową i pocałowałam go delikatnie. Zajął miejsce koło mnie. Zaczęliśmy opychać się żelkami, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
-A teraz pooglądajmy gwiazdy, tak jak robią to na filmach- powiedział mój chłopak.
-Harry niebo jest piękne, ale brak na nim gwiazd- popatrzyłam na niego z litością.
-No i czemu ty musisz zawsze popsuć taką podniosłą chwilę?- obruszył się Styles.
Oboje, zgodnie wybuchliśmy śmiechem. – Taka już jestem- stwierdziłam
-A ja za to Cię kocham- powiedział, po czym nasze usta na nowo się połączyły w jedność.
Ja wiedziałam jedno : w tych ramionach mogłabym spędzić całe swoje życie…

1 komentarz: