Zatrzymaliśmy się. Wysiadłam z auta. Zaparło mi dech w
piersiach. Jeszcze nigdy nie widziałam nic piękniejszego. Jeziorko, wokół las a
na prawo mały drewniany domek. Delikatny podmuch wiatru otulił moją twarz,
instynktownie włożyłam ręce do kieszeni parki.
-Podoba Ci się? – usłyszałam za sobą głos Hazzy , po czym
złożył subtelny pocałunek na mojej szyi. Ja nadal stałam jak zahipnotyzowana.
Chłopak stanął koło mnie, obrócił w swoją stronę, lewą rękę położył na mojej
tali a prawą wplótł w niesfornie ułożone włosy, przyciągnął do siebie i
zachłannie pocałował. Zarzuciłam ręce na jego karku, sprawiając, że nasze
klatki piersiowe niemal się stykały. Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie,
co przyszło nam z nie małym trudem, postanowiłam zabrać głos
-Harry, posłuchaj, bo ja chyba nie jestem jeszcze gotowa, ja
... mi się po prostu nie śpieszy – po tych słowach głośno wypuściłam z siebie
powietrze
-Libby, nie będę Cię do niczego zmuszał. Mogę czekać
tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, rok. Powiesz mi, kiedy będziesz gotowa, a ja
uszanuję każdą Twoją decyzje- odgarnął mi włosy z twarzy.
-Dziękuję- wyszeptałam, po czym obdarowałam go soczystym
buziakiem.
-Podoba Ci się tu?- przytulił mnie do siebie.
-Nigdy nie byłam w piękniejszym miejscu- posłałam mu szczery
uśmiech, a on to odwzajemnił.
Postanowiliśmy rozpakować bagaże. Cieszyłam się na myśl o
spędzeniu w tym uroczym miejscu najbliższych dni.
Domek był odrestaurowany, jednak zachowano jego starodawny
charakter. Okna były całkiem spore, wisiały w nich kremowe firanki. Wystrój
wnętrza zachwycił mnie. Co prawda domek był mały, ale wspaniały. Wchodząc do
niego ogarniał mnie błogi nastrój.
Na prawo była łazienka razem z toaletą. Dominował w niej
błękit, na parapecie były świece i ususzone kwiaty lawendy. Wanna stała na
środku pomieszczenia, a na lewo od niej znajdował się niewielki prysznic. Po
przeciwnej stronie od łazienki znajdowała się kuchnia. Meble były białe, na
wysoki połysk- jak widać nowoczesność również tu zagościła. Ściany pomalowane
zostały na jasny fiolet, pod oknem stał szklany stół a wokół niego cztery
krzesła. Na końcu przedpokoju znajdował się salon. Dwie pufy, biała kanapa,
czarny stolik na środku, pod nim włochaty dywan a na ścianie ogromny telewizor.
Przez salon wychodziło się na taras, tam również był stół i parę krzeseł. W
salonie znajdowały się schody prowadzące na górę.
Sypialnia- tylko ona znajdowała się na górnym piętrze
chatki. Nie mam słów, żeby ją opisać.
-Wow- to jedyne słowo, które z siebie wydobyłam, gdy ją
ujrzałam.
Centralne miejsce pokoju zajmowało duże łóżko z białą ramą,
po bokach dwa stoliki nocne, a na ścianie zegar. Przed łóżkiem znajdował się
dywan w kolorze mięty- był to jedyny mocniejszy akcent w tym pomieszczeniu. Z
sypialni wychodziło się na mały balkon. Stały tam dwa fotele a między nimi
stolik. Wszystko schowanie pod daszkiem.
Po zwiedzeniu całego domku, usiedliśmy w kuchni zajadając
się kanapkami z szynką, sałatą i pomidorem.
-Dom dostaliśmy wraz z siostrą w spadku po babci, rok temu.
Przeprowadziliśmy tu gruntowny remont, jednak chcieliśmy zachować jego stary
styl- kontynuował swoją opowieść Harry- kiedy mam już wszystkiego dosyć
przyjeżdżam właśnie tutaj, spokój tu panujący jest uzależniający
-Tak, gdybym miała taki domek, też bym często tu
przyjeżdżała. Harry mam do Ciebie pytanie- chłopak spojrzał na mnie
wyczekująco- w przedpokoju na ścianie jest bardzo wiele zdjęć, na wielu z nich
jesteś z jakąś dziewczyną. Mogę wiedzieć kim ona była czy nie za bardzo?
-To Kim, moja przyjaciółka. Właściwie była przyjaciółka.
Ona, ona … popełniła samobójstwo- głos chłopaka uległ załamaniu.
-Harry, ja przepraszam, nie wiedziałam. Nie powinnam pytać.
Przepraszam- byłam wściekła na samą siebie, jak zwykle JA i ta moja ciekawość.
-Daj spokój, Libby, skąd mogłaś wiedzieć, nie gniewam się na
Ciebie. Z Kim znałem się od pieluchy, nasze mamy się przyjaźniły. Chodziliśmy
razem do klasy. Wszyscy myśleli, że jesteśmy parą, ale byliśmy po prostu
dobrymi przyjaciółmi. Kim przedawkowała środki nasenne i popiła je alkoholem.
Jakieś pół roku przed jej śmiercią, jej koledzy, których z całego serca nie
lubiłem nakręcili filmik na którym jest pijana, tańczy na stole i rozbiera się
przy tym. Wrzucili to do sieci. Dziewczyna nie wytrzymała, nie umiałem jej
pomóc … Czasem mam wrażenie, że to moja wina … Jestem beznadziejny
-Przestań tak mówić! Jak dla mnie jesteś najlepszym
chłopakiem na świecie, to nie jest Twoja wina!
-Czasem mi jej tak strasznie brakuje, ale mam wspaniałych
przyjaciół, a teraz jeszcze Ciebie … - uścisnęłam dłoń chłopaka, czułam że jest
mu ciężko. Tak bardzo go kochałam.!
Normalnie az sie poryczalam, ale i tak jest zajebiste xxx
OdpowiedzUsuń