sobota, 1 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 10


Zatrzymaliśmy się. Wysiadłam z auta. Zaparło mi dech w piersiach. Jeszcze nigdy nie widziałam nic piękniejszego. Jeziorko, wokół las a na prawo mały drewniany domek. Delikatny podmuch wiatru otulił moją twarz, instynktownie włożyłam ręce do kieszeni parki.

-Podoba Ci się? – usłyszałam za sobą głos Hazzy , po czym złożył subtelny pocałunek na mojej szyi. Ja nadal stałam jak zahipnotyzowana. Chłopak stanął koło mnie, obrócił w swoją stronę, lewą rękę położył na mojej tali a prawą wplótł w niesfornie ułożone włosy, przyciągnął do siebie i zachłannie pocałował. Zarzuciłam ręce na jego karku, sprawiając, że nasze klatki piersiowe niemal się stykały. Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, co przyszło nam z nie małym trudem, postanowiłam zabrać głos

-Harry, posłuchaj, bo ja chyba nie jestem jeszcze gotowa, ja ... mi się po prostu nie śpieszy – po tych słowach głośno wypuściłam z siebie powietrze

-Libby, nie będę Cię do niczego zmuszał. Mogę czekać tydzień, dwa tygodnie, miesiąc, rok. Powiesz mi, kiedy będziesz gotowa, a ja uszanuję każdą Twoją decyzje- odgarnął mi włosy z twarzy.

-Dziękuję- wyszeptałam, po czym obdarowałam go soczystym buziakiem.

-Podoba Ci się tu?- przytulił mnie do siebie.

-Nigdy nie byłam w piękniejszym miejscu- posłałam mu szczery uśmiech, a on to odwzajemnił.

Postanowiliśmy rozpakować bagaże. Cieszyłam się na myśl o spędzeniu w tym uroczym miejscu najbliższych dni.

Domek był odrestaurowany, jednak zachowano jego starodawny charakter. Okna były całkiem spore, wisiały w nich kremowe firanki. Wystrój wnętrza zachwycił mnie. Co prawda domek był mały, ale wspaniały. Wchodząc do niego ogarniał mnie błogi nastrój.

Na prawo była łazienka razem z toaletą. Dominował w niej błękit, na parapecie były świece i ususzone kwiaty lawendy. Wanna stała na środku pomieszczenia, a na lewo od niej znajdował się niewielki prysznic. Po przeciwnej stronie od łazienki znajdowała się kuchnia. Meble były białe, na wysoki połysk- jak widać nowoczesność również tu zagościła. Ściany pomalowane zostały na jasny fiolet, pod oknem stał szklany stół a wokół niego cztery krzesła. Na końcu przedpokoju znajdował się salon. Dwie pufy, biała kanapa, czarny stolik na środku, pod nim włochaty dywan a na ścianie ogromny telewizor. Przez salon wychodziło się na taras, tam również był stół i parę krzeseł. W salonie znajdowały się schody prowadzące na górę.

Sypialnia- tylko ona znajdowała się na górnym piętrze chatki. Nie mam słów, żeby ją opisać.

-Wow- to jedyne słowo, które z siebie wydobyłam, gdy ją ujrzałam.

Centralne miejsce pokoju zajmowało duże łóżko z białą ramą, po bokach dwa stoliki nocne, a na ścianie zegar. Przed łóżkiem znajdował się dywan w kolorze mięty- był to jedyny mocniejszy akcent w tym pomieszczeniu. Z sypialni wychodziło się na mały balkon. Stały tam dwa fotele a między nimi stolik. Wszystko schowanie pod daszkiem.

Po zwiedzeniu całego domku, usiedliśmy w kuchni zajadając się kanapkami z szynką, sałatą i pomidorem.

-Dom dostaliśmy wraz z siostrą w spadku po babci, rok temu. Przeprowadziliśmy tu gruntowny remont, jednak chcieliśmy zachować jego stary styl- kontynuował swoją opowieść Harry- kiedy mam już wszystkiego dosyć przyjeżdżam właśnie tutaj, spokój tu panujący jest uzależniający

-Tak, gdybym miała taki domek, też bym często tu przyjeżdżała. Harry mam do Ciebie pytanie- chłopak spojrzał na mnie wyczekująco- w przedpokoju na ścianie jest bardzo wiele zdjęć, na wielu z nich jesteś z jakąś dziewczyną. Mogę wiedzieć kim ona była czy nie za bardzo?

-To Kim, moja przyjaciółka. Właściwie była przyjaciółka. Ona, ona … popełniła samobójstwo- głos chłopaka uległ załamaniu.

-Harry, ja przepraszam, nie wiedziałam. Nie powinnam pytać. Przepraszam- byłam wściekła na samą siebie, jak zwykle JA i ta moja ciekawość.

-Daj spokój, Libby, skąd mogłaś wiedzieć, nie gniewam się na Ciebie. Z Kim znałem się od pieluchy, nasze mamy się przyjaźniły. Chodziliśmy razem do klasy. Wszyscy myśleli, że jesteśmy parą, ale byliśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi. Kim przedawkowała środki nasenne i popiła je alkoholem. Jakieś pół roku przed jej śmiercią, jej koledzy, których z całego serca nie lubiłem nakręcili filmik na którym jest pijana, tańczy na stole i rozbiera się przy tym. Wrzucili to do sieci. Dziewczyna nie wytrzymała, nie umiałem jej pomóc … Czasem mam wrażenie, że to moja wina … Jestem beznadziejny

-Przestań tak mówić! Jak dla mnie jesteś najlepszym chłopakiem na świecie, to nie jest Twoja wina!

-Czasem mi jej tak strasznie brakuje, ale mam wspaniałych przyjaciół, a teraz jeszcze Ciebie … - uścisnęłam dłoń chłopaka, czułam że jest mu ciężko. Tak bardzo go kochałam.!

 

1 komentarz:

  1. Normalnie az sie poryczalam, ale i tak jest zajebiste xxx

    OdpowiedzUsuń