piątek, 28 września 2012

ROZDZIAŁ 5



                                   Z PERSPEKTYWY KATHERINE
Na spacerze z Harrym było strasznie nudno. Nie mieliśmy wspólnych tematów. On z resztą pytał ciągle o Libby. Moja „miłość” do jego osoby prysła tak samo szybko jak się pojawiła. Zapytałam się go czy podoba mu się moja przyjaciółka, a on zamiast mi odpowiedzieć jak człowiek to wbił wzrok w ziemię. Dla mnie sprawa była jasne. Wiedziałam, że Lib nie przepada za Hazzą, ale myślałam, że może przekona się do niego, to znaczy miałam taką nadzieję, bo taka cudowna dziewczyna jak ona nie mogła być przecież samotna, ale odkąd Lucas złamał jej serce, bo wyjechał nagle do Londynu z rodzicami i jej nawet nie uprzedził nie umiała zaufać nikomu innemu.
Poszliśmy do sklepu, doradziłam chłopakowi aby kupił Libby jej ulubione żelki HARIBO w kształcie literek, posłuchał mnie. Ja ciągle byłam myślami gdzie indziej, zupełne gdzie indziej. Przy gitarzyście 1D …

--------------------------------------------------------------------------
 

Na samą myśl o tym, że każdy tego wieczoru znalazł sobie kogoś bliskiego swojemu sercu chciało mi się wymiotować. Wszystko wyglądało mniej więcej tak : Danielle i Liam leżeli przytuleni na kanapie, Jasmin i Josh zniknęli drugim salonie, Maggie oraz Niall zamknęli się w naszym  pokoju a Lou i El zniknęli na górze, Bóg jeden wie co robić! Obejrzałam się wokół, do tej całej układanki nie pasowałam ja. Wstałam z sofy i zgarnęłam z przedpokoju parkę i koc. Wyszłam z domu, na zewnątrz było bardzo zimno. Wiatr owiał delikatnie moją twarz. Założyłam kurtkę i rozkoszowałam się ciszą, która panowała na zewnątrz. Usłyszałam jakieś szepty, ruszyłam na tyły domu, w ogrodzie zobaczyłam Katie, która trzymała się za rękę z Mickiem( gitarzystą One Direction), on szeptał jej coś do ucha a ona ciągle chichotała, zupełnie jak dziś rano przy śniadaniu … Ah, ta Kate i jej obiekty westchnień, które zmieniają się niemal jak w kalejdoskopie- uśmiechnęłam się sama do siebie i niezauważona ruszyłam przed siebie. Zatrzymałam się przy hamaku, na którym usiadłam, był przed domem. Było zimno i ciemno, opatuliłam się porządniej kocem, ale bynajmniej tutaj mogłam pobyć sama, ochłonąć od nadmiaru dzisiejszych emocji i nikomu nie przeszkadzać. Jednak nie dane mi było spędzenie tego wieczoru w samotności, usłyszałam kroki. Odwróciłam się. To był Harry . W rękach trzymał dwa kubki a na sobie miał szarą bosmankę i czapkę w kolorze khaki.
-Mogę się przysiąść?- spytał dosyć niepewnie jak na jedną z największych gwiazd POP dzisiejszych czasów.
-Taaa, siadaj – przesunęłam się kawałek, aby zrobić mu miejsce.
-Masz gorącą czekoladę. Dlaczego tutaj siedzisz?- podał mi kubek z wręcz parzącą cieczą.
-No, bo ja nie chciałam nikomu przeszkadzać. Oni wszyscy mają swoje drugie połówki, a ja to co? Jestem bez chłopaka i tyle. Może miałeś rację mówiąc, że trudno będzie mi znaleźć tego jedynego. Ja już sama nie wiem- powiedziałam łamiącym się głosem.
-Słuchaj Libby, ja nie chciałem wczoraj tego powiedzieć. Strasznie mi głupio. Naprawdę bardzo przepraszam. No, ale spójrzmy na to tak. Popatrz ja też nie mam dziewczyny, niesamowity zbieg okoliczności, nieprawdaż?- popatrzył na mnie tymi swoimi pięknymi oczami w najpiękniejszym odcieniu zieleni, jaki mógł istnieć na tej ziemi.
-Tak, niesamowity-odparłam z uśmiechem na twarzy.
-To jak będzie, wybaczysz mi? - spytał.
-Oczywiście, że tak-dałam mu kuksańca w bok. – Chcesz koc?- nie czekałam na odpowiedź, zręcznym ruchem ręki ściągnęłam go z siebie i położyłam na naszych nogach. W jego oczach widziałam wdzięczność.
-Libby, ja mam problem z ukrywaniem emocji i tak jest również i tym razem . Wczoraj wieczorem nie bez powodu pytałem Cię o to czy wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia. Ja też w nią nie wierzyłem, dopóki … dopóki nie spotkałem Ciebie- odstawił kubek na ziemię,. Uczyniłam to samo. Popatrzyłam w jego cudowne oczyska i dosłownie rozpływałam się, w nich można było się dosłownie zakochać. Z resztą w ich właścicielu również …
Nasze twarze zaczęły się zbliżać, trwało to bardzo długo.
-Oh, Harry przestań się pieprzyć i po prostu mnie pocałuj- wyparowałam.
Chłopak natychmiastowo przyciągnął mnie do siebie i wpił się w moje usta. Moje ciało przeszły drgawki, rozlewała się po nim rozkosz. Czułam jak krew pulsuje w moich żyłach, zupełnie nagle poczułam falę gorąca. Jeszcze nigdy nie czułam takiego pożądania względem drugiego człowieka. Ni stąd ni z owąd Harry odsunął mnie od siebie i krzyknął „ poczekaj chwilkę”. Wrócił po paru sekundach, niosąc ostrożnie tacę, klęknął przede mną i złożył mi ją na kolanach. Widniał na niej napis „ ZOSTANIESZ MOJĄ DZIEWCZYNĄ?”, ułożony z moich ulubionych żelków. Kiwnęłam potakująco głową i pocałowałam go delikatnie. Zajął miejsce koło mnie. Zaczęliśmy opychać się żelkami, rozmawiając o wszystkim i o niczym.
-A teraz pooglądajmy gwiazdy, tak jak robią to na filmach- powiedział mój chłopak.
-Harry niebo jest piękne, ale brak na nim gwiazd- popatrzyłam na niego z litością.
-No i czemu ty musisz zawsze popsuć taką podniosłą chwilę?- obruszył się Styles.
Oboje, zgodnie wybuchliśmy śmiechem. – Taka już jestem- stwierdziłam
-A ja za to Cię kocham- powiedział, po czym nasze usta na nowo się połączyły w jedność.
Ja wiedziałam jedno : w tych ramionach mogłabym spędzić całe swoje życie…

piątek, 21 września 2012

ROZDZIAŁ 4



                                          
Zwiedzanie Londynu jak zawsze było wspaniałe. Ludzie, ich mentalność, budynki – wszystko mi się w tym mieście podobało. Wracając metrem wygłupialiśmy się, jak zawsze. Ekipa była najlepsza na świecie. Jasmin krzyczała, że jest żoną Alladyna i mają dwójkę dzieci, a Max udawał, że jest z Chin i gadał jakimś dziwnym językiem, oczywiście własnego autorstwa. Skutek był tego taki, że ludzie jadący metrem patrzyli na nas jak na wariatów, jednak myśląc tak wyrazili właściwą opinię na nasz temat. Zwiedziliśmy Greenwich, później rejs statkiem po Tamizie i Muzeum Historii Naturalnej. W sumie wszyscy zapewnili mi świetną zabawę i zapomniałam o niezbyt miłym wieczorze oraz poranku. Może chodzi o to, że do mnie po prostu to wszystko co się wydarzyło było jak sen, nie wierzyłam w to.
O 16:30 jak zawsze w parku siedziała Anne. Ta kobieta emanowała takim wewnętrznym ciepłem. Uwielbiałam ją. Gdy dojechałyśmy pod dom było około godziny 17, An oznajmiła nam, że dzisiejszej nocy jej nie będzie w domu, bo jedzie do przyjaciółki, a Gemma jest u chłopaka i zapewne dzisiaj też jej już nie zobaczymy.
Wysiadłyśmy z samochodu i podeszłyśmy w kierunku drzwi. Jednak zatrzymałyśmy się na chwilę.
-Hej, dziewczyny słyszycie te hałasy dochodzące z domu?- spytałam.
-Faktycznie, też to słyszę może nasz gwiazdorek postanowił urządzić sobie imprezkę?- Jasmin patrzyła na nas swoimi czekoladowymi oczami,  wywracając nimi figlarnie.
Weszłyśmy do mieszkania, ja oczywiście jako ostatnia. To co ukazało się moim oczom zupełnie mnie zszokowało, stałam w przedpokoju jak wryta. Było tutaj całe One Direction : Zayn, Niall, Liam i Louis. Zauważyłam też Eleanor, Danielle oraz Josha i jakiegoś chłopaka, którego nie znałam. Moje przyjaciółki zachowywały się jakby cała sytuacja nie była dla nich w jaki kol wiek sposób dziwna czy nieswoja. Ruszyły przed siebie zostawiając mnie samą.
Ja nadal stałam przed frontowymi drzwiami, nie wiedząc co zrobić. Nagle ktoś podszedł do mnie od tyłu,  położył swoje dłonie na moich ramionach i szepnął do ucha „ Miło Cię znowu widzieć Libby”. Odwróciłam się i popatrzyłam na „ktośka”. Harry był ode mnie wyższy o jakieś dwie i pół głowy, więc mój wzrok musiał powędrować bardzo wysoko…
-Odpowiedziałabym Ci tym samym, lecz nie lubię kłamać- powiedziałam teatralnym głosem, który miałam wyćwiczony idealnie, ponieważ od zawsze grywałam w różnych przedstawieniach. Raz nawet wystąpiłam w reklamie Kapp Ahlu , reklamowałam dziecięce piżamy, które projektowała moja mama!
-A więc to jest pewnie ta cała Libby, o której tyle gadałeś dziś! No tak, piwne, duże oczy, niebotycznie długie rzęsy, lśniące brązowe włosy i ta filigranowa figura! No, stary jest dokładnie taka jaką ją opisywałeś!- obok Styles’a stał Liam.
Liam Payne, który przecież miał być moim mężem i mieliśmy mieć dwoje dzieci- tak, tak moje chore paranoje. Nikt nic nie powiedział. Staliśmy w tym trójkącie w ciszy.
Harold wbił wzrok w ziemię i po chwili zawołał „ Kaaaate!” i już go nie było.
Stałam z chłopakiem moich marzeń ramie w ramie. Nie wierzyłam w to.
-Chyba mu się spodobała- zaczęłam dosyć niepewnie. – Tak jak co druga dziewczyna na ulicy-skwitował ze śmiechem Liam. Okej, pierwsze lody przełamane. Libby, Libby oddychaj! Rozmawialiśmy jeszcze jakieś 10 minut, zupełnie jakbyśmy znali się już od bardzo dawna, ale najdziwniejsze było to, że nie poczułam nic. Zupełnie nic. No bo przecież na jego widok miały ugiąć się pode mną kolana, policzki zaróżowieć a serce miało zwiększyć swoje obroty dwukrotnie- a tu nic! Byłam zawiedziona. Chłopak z moich snów jednak nie jest moim Księciem z bajki… Traktowałam go jak kumpla. „ Ale bym miała przystojnego kumpla” – przeszła mi myśl przez głowę. Po chwili podeszła do nas Danielle. W rzeczywistości była jeszcze ładniejsza niż na zdjęciach. Zdjęłam wreszcie kurtkę i odwiesiłam ją na wieszak. Weszłam do salonu, przedstawiłam się wszystkim i ucinałam sobie właśnie pogawędkę z Eleanor, kiedy podeszła do mnie Katie i oznajmiła, że wychodzi na spacer z Harr’ym. Cieszyłam się jej szczęściem, jednak bałam się, że chłopak po prostu się nią pobawi i ją porzuci, a ta wrażliwa i niezwykle uczuciowa osóbka nie przeżyłaby tego. Wyszli, odprowadziłam ich wzrokiem i wróciłam do rozmowy z El, po chwili dołączył do nas Zayn. Rozmawialiśmy o Polsce i o tym jak tam się mieszka i w ogóle o wszystkim. Złapałam z nimi szybko dobry kontakt. – Czemu w tej lodówce nic nie ma?! – usłyszeliśmy krzyki Nialla . 
- Przekąski ci nie wystarczają? – spytał Lou. – NIEEEEEEEEEEEEEEE! – wydarł się Horan. Pokojem wstrząsnęły salwy śmiechu. Margaret skierowała się w kierunku kuchni a mnie pochłonęła kolejna konwersacja tym razem z Louisem na temat jego miłości do pasków. Popijałam sok pomarańczowy a mój towarzysz pił piwo. Jasmin podeszła do mnie i pociągnęła za sobą. Przeprosiłam Lou i ruszyłam za nią. Zatrzymałyśmy się przed kuchnią ,wychyliłyśmy dyskretnie zza ściany. Nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam! Nasza Margaret miziała się z Niallem! – Meg, nie wiem jak to powiedzieć, ale odkąd pierwszy raz Cię zobaczyłem to moje serce zaczęło bić szybciej! Ciągle mam Ciebie przed oczami! Prawie w ogóle Cię nie znam, ale to nie zmienia tego jak bardzo pragnę Cię poznać. Pozwolisz mi na to? Umówisz się ze mną, proszę? – mówił Horan. Meggie kiwnęła potakująco głową, pozwalając tym samym aby chłopak przysunął się do niej na niezbyt bezpieczną odległość. Nie chciałyśmy im przeszkadzać, więc odeszłyśmy.
                                           Z PERSPEKTYWY MARGARET
O Boże. Nie wierzyłam w to co się w to co się teraz działo! Niall Horan wyznał mi właśnie, że jest mną zainteresowany! Na dodatek zaprosił mnie na randkę! Moje serce waliło jak oszalałe a moja stara miłość- Zayn , odeszła w niepamięć. Teraz byłam wypełniona prawdziwym uczuciem. Nasze usta zbliżały się do siebie bardzo powoli, poczułam jak Irlandczyk wplątuje mi swoje palce we włosy i przyciąga bliżej siebie. Moja ostatnia myśl : oby dziewczyny znalazły tyle szczęścia, ile ja. Potem odpłynęłam do krainy rozkoszy, w której usta Nialla delikatnie muskały moje …
-------------------------------------------------------------------------------------------------------
- To niewiarygodne!- lamentowała ciągle Jasmin.
- A ja od zawsze powtarzałam, że Meg bardziej pasuje do Nialla niż do Zayna. I kto ma zawsze rację?! No oczywiście, że ja! Cudowna Libby! – klasnęłam w dłonie.
-Nie dość, że cudowna to jeszcze skromna—prychnęła moja przyjaciółka.
-Przez grzeczność nie zaprzeczę- roześmiałyśmy się. Złapałam przyjaciółkę za przedramię zmuszając ją aby się zatrzymała – Jess , a ty nie znalazłaś żadnej miłości tego wieczoru?- zlustrowałam ją wzrokiem. – Co ty gadasz Lib? Jasne, że nie – odparła zmieszana dziewczyna i oddaliła się w kierunku … Josha!
                                         Z PERSPEKTYWY JASMIN
Libby obleciała mnie tym swoim wzrokiem. Nie mogłam jej powiedzieć przecież prawdy, tego że totalnie zadurzyłam się w Joshu ! I to od pierwszej rozmowy! To nie był chłopak, z jakimi spotykałam się do tej pory. Wcale nie był typem sportowca, z idealnie wyrzeźbionym torsem i nieskazitelną cerą, a mimo wszystko dla mnie był idealny …
------------------------------------------------------------------------------------------------------
 - Za dużo tej miłości- pomyślałam opierając się o ścianę. Zayn podszedł do mnie.
- A gdzie podziewa się Perrie? – zagadałam. – Em , no wiesz … ona po prostu … no ona po prostu nie przepada za moimi znajomymi- powiedział w końcu i upił łyk drinka. Ewidentnie było mu z tego powodu przykro, ale starał się to ukryć posyłając mi blady uśmiech. Poklepałam go po ramieniu i odwzajemniłam uśmiech, mimo że jego wcale nie był szczery. Do salonu wparowała Kate . – Libby, tu jesteś! A ją Cię szukałam! Musimy pogadać. Sorry Zayn, zaraz ją zwrócę- odciągnęła mnie od chłopaka. Usiadłyśmy na kanapie.
- No co się stało? – spytałam zniecierpliwiona. – No, ja chyba się zakochałam! – odpowiedziała bardzo szczęśliwym głosem. – Harry to prawdziwy szczęściarz- posłałam jej najbardziej szczery uśmiech, na jaki było mnie stać. – Ale nie w Harr’ym głupku! – zachichotała i już jej nie było. Siedziałam zdezorientowana na sofie . – Jak nie w Haroldzie to w kim?! – byłam zupełnie zbita z tropu …

sobota, 15 września 2012

krótkie info

Moi drodzy! Mam krótkie ogłoszenie parafialne, mianowicie, nie dam rady publikować więcej niż jednego rozdziału tygodniowo. Chodzi o to, że jestem w trzeciej klasie gimnazjum i nauczyciele cisną z nauką, jak nie wiem co. Do tego dodatkowe zajęcia i korepetycje ;/ więc proszę o wyrozumiałość ;P
P.S moje opowiadanie ma już 25 rozdziałów, jednak przepisywanie ich z papieru na komputer to żmudna i męcząca robota... Na 25 rozdziałach oczywiście nie skończę!




                 PROSZĘ, zostawiajcie komentarze, to dużo dla mnie znaczy, dzięki ;33

piątek, 14 września 2012

RODZIAŁ 3



- Nie. Liam- odparł z łobuzerskim uśmiechem na twarzy. Zirytowało mnie to, dlatego postanowiłam wrócić do „żywych” i odegrać się za jego zachowanie, które nie wiadomo czemu nie przypadło mi do gustu.
-Wolałabym, żeby to on tu był, a nie ty- odpowiedziałam z nieskrywaną pogardą dla jego osoby. Chłopak chciał coś powiedzieć, otworzył buzię, po czym ją zamknął. Dostrzegłam w jego oczach ból. Czyżby zabolało go to co powiedziałam? Nie, wyrzutów sumienia to ja mieć nie będę , co to, to nie. Chyba nikt go już od dawna w ten sposób nie potraktował.
-Ej, moja przyjaciółka, Kate, ona bardzo Cię lubi i pewnie ucieszyłaby się gdyby spotkała swojego idola. Poprawka oszalałaby z radości. Zaraz ją zawołam, jest tu w pokoju- powiedziałam to dosyć szybko, z czego byłam niesłychanie dumna.
-Nie, bardzo proszę! Wróciłem prosto z lotniska, mieliśmy koncert w Irlandii, jestem zmęczony. Wybacz, ale nie mam ochoty słuchać wrzasków fanek- ogłosił to, jakby miało to uratować jego życie.
-Oj, daj spokój, to tylko 5 minutek. Już nie przesadzaj, świat się od tego nie zawali, jeżeli poświęcisz Katie troszeczkę swojego czasu. Po drugie to jej marzenie… - kontynuowałam
-Kaa- zaczęłam ją wołać, ale nie skończyłam ponieważ Harry zakrył mi usta swoją dłonią i zręcznym ruchem wziął mnie na ręce jak pannę młodą i wbiegł po schodach na górę. Oszołomiona zwrotem akcji zdążyłam tylko krzyknąć – to porwanie. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, jednak my zniknęliśmy już w pokoju na drugim piętrze.
Chłopak odstawił mnie delikatnie na ziemi, chciałam coś powiedź ale zupełnie nie wiedziałam co. Wrosłam w podłogę. Kiedy już zamierzałam coś powiedzieć, otworzyłam usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk. – zadławiłaś się czymś? – zaśmiał się Harry. Mi wcale do śmiechu jednak nie było. – Co to miało być?- wydukałam wreszcie.
-Tak jak sama powiedziałaś, porwanie- Styles ściągnął swoją kurtkę i odwiesił na wieszak.
-Ale ja muszę wrócić na dół. Zobacz, koszulki do spania nawet nie mam- próbowałam wszystkiego, aby tylko nie spędzić tej nocy w tym pokoju i to właśnie z nim.
-Myślę, że to nie będzie żadnym problemem.- ukazał szereg swoich idealnie, prostych białych zębów. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej niebieski T-shirt z logiem supermana.
-Proszę- podał mi. Wyrwałam ubranie z jego rąk i ruszyłam w kierunku drzwi.
- A ty gdzie?- spytał, stając przede mną i barykadując mi tym samym wyjście z pomieszczenia. – No, chyba przy tobie przebierać się nie będę- odpowiedziałam całkiem spokojnym głosem. – Ym , no tak jasne- odparł zmieszany i przesunął się w prawo. Drzwi za mną zamknęły się z hukiem , ruszyłam w kierunku toalety. Ubrałam bluzkę i rozwiesiłam ręcznik na grzejniku. – Okej Libby skup się , to Twoja jedyna szansa, aby mu zwiać. Wyszłam po cichutku z toalety i zaczęłam schodzić po schodach, było bardzo ciemno i nie zauważyłam Styles’a stojącego w połowie mojej drogi. – A ty co uciekasz? – spytał.
Było mi głupio. Dobrze ,że panowała wokół ciemność, bynajmniej nie zauważył moich policzków, które zapewnie były oblane rumieńcem. – Na górę już- rozkazał. Nie miałam wyjścia. Posłuchałam go. Ruszyłam, Harry szedł bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na swoim karku. – Okej , to ty teraz tu posiedź, a ja pójdę się umyć- skinęłam potakująco głową. To wszystko było jak jakiś sen. Wręcz koszmar, ale w sumie Harry nie był tym koszmarem, chociaż okazał się dupkiem. Więc zmieniam zdanie jednak to przez niego ta noc jest koszmarna. – Libby, Libby – usłyszałam wołanie przyjaciółek. – Drugie drzwi na lewo od toalety- krzyknęłam. Podeszłam do drzwi. – Co ty tam robisz?- dopytywały się. – No, ja…- nie dokończyłam, bo ktoś mi przerwał. – Dziewczyny idźcie na dół, przyjaciółki Wam dzisiaj nie oddam, bo nie chcę krzyków fanek ani nic takiego. Katie dużo o Tobie słyszałem, poznamy się jutro przy śniadaniu. – wydzierał się Styles z łazienki. Usłyszałam tylko piski przyjaciółek i to jak zbiegają na dół. „ No świetnie, to są prawdziwe przyjaciółki” – pomyślałam. Usiadłam na kanapie. Harry wszedł po 5 minutach . Wstałam i ryknęłam – No nieźle to sobie wszystko wymyśliłeś Styles!
- Tak wiem, jestem niezłym porywaczem. – podarował mi uśmiech, który zdążyłam znienawidzić . Opadłam bezradnie na sofę. Harry usiadł koło mnie, jednak odległość była dla mnie w miarę bezpieczna, około 30-40 cm. – Chcesz coś oglądnąć?- zagadał.
Wzruszyłam ramionami i przyciągnęłam nogi do brody. – Może „ To tylko miłość” , to moja ulubiona komedia romantyczna- nie dawał za wygraną. – Ta, może być, też ją lubię- powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się, jednak ja tego nie odwzajemniłam. – Od razu mówię, że płaczę na scenie ślubu, chyba, że podzielasz opinię, iż chłopcy nie płaczą, wtedy postaram się ukryć moje emocje, ale u mnie z tym trochę trudno- próbował rozładować niezbyt ciekawą atmosferę. – Nie podzielam tej opinii. Uważam, że każdy może płakać niezależnie od płci czy wieku, to jest najzupełniej normalne- powiedziałam nawet miłym tonem, co trochę mnie zszokowało, bo w głębi duszy nadal byłam na niego cholernie zła. Z drugiej strony nie mogłam uwierzyć, że właśnie oglądam film z Harrym Stylesem w jego własnym domu. Oglądaliśmy, no i przyszła scena ślubu. Nie wytrzymałam. Zaczęłam płakać, Harold też.
-Dlaczego prawdziwa miłość nie istnieje? Czemu wszystko jest takie piękne tylko na filmach? – pochlipywałam. Poczułam jak Harry się do mnie przysuwa. Niepewnie objął mnie swoim ramieniem. Nie protestowałam, potrzebowałam tego.
-Nawet mi się nie przedstawiłaś, tylko po krzykach Twoich koleżanek wiem, że masz na imię Libby – zaczął – a wracając do tematu , to wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- kontynuował.
-Nie- odparłam zdecydowanie.
-Masz chłopaka?- ilość pytań , które mi zadawał była lekko przytłaczająca .
-Nie- chciałam ukryć smutek w swoim głosie, ale nie wyszło mi to chyba najlepiej.
-Trudno się dziwić, masz niezły temperament, chyba ze świecą to trzeba szukać takiego, co zaakceptuje Ciebie całą- wyparował
-Słucham? – poderwałam się z miejsca. – Co ty o mnie w ogóle wiesz, co ? Nic i taka jest prawda. Myślisz, że jak jesteś jakąś gwiazdką to możesz wszystkich oceniać i ujdzie Ci to na sucho. Jeżeli tak ,to grubo się mylisz! Jesteś dupkiem i zadufanym w sobie egoistą, Styles!- wylewałam z siebie potok słów. – Aha- tylko tyle usłyszałam w odpowiedzi. Nawet nie zauważyłam, kiedy wylądowałam w łóżku, cisnęłam tylko poduszką i kocem w stronę Harr’ego i zasnęłam w miarę szybko, mimo tych wszystkich zdarzeń dzisiejszego wieczoru.
Budzik zadzwonił równo o 8:00 , wstałam beznamiętnie z łóżka i wyszłam z pokoju zamykając zielonookiemu drzwi przed nosem. Chłopak schodził za mną po schodach. Na dole spotkaliśmy Gemmę, przedstawiłam się jej i ruszyłam w kierunku kuchni. Moje przyjaciółki siedziały już przy stole. Przywitałam się z nimi i chciałam już odsunąć krzesło, aby zająć miejsce, jednak ktoś uprzedził mnie. Był to Harry. Szepnął mi do ucha ”miło Cię widzieć” , obdarowałam go kwaśnym uśmiechem, zalałam płatki mlekiem, a on w tym czasie przywitał się z Ann, która krzątała się w kuchni przygotowując nam drugie śniadanie. Harry zajął miejsce obok Katie, zaczął z nią rozmawiać. Przedstawił się oczywiście reszcie dziewczyn. Kątem oka dostrzegłam jak alabastrowa cera mojej przyjaciółki pokrywa się wielkimi rumieńcami. Unikałam wzroku Harolda, jednak nie umknęło mojej uwadze to, że flirtowała z Katie. Machałam łyżką w misce. Nie miałam ochoty jeść. – Dziękuję, najadłam już się- wstałam od stołu i ruszyłam w stronę pokoju. Nie odeszłam z kuchni z tego powodu, że byłam zazdrosna, na pewno, zrobiłam to dlatego, że Harry strasznie działał mi na nerwy. Po drugie po jego wczorajszym zachowaniu, nie mogłam dopuścić do tego, aby moja przyjaciółka zaczęła się z nim umawiać, ale co ja niby miałabym jej powiedzieć? „ hej , Katie, słuchaj, chłopak Twoich marzeń to idiota i tyle” ? ta jasne, czarno to widzę. Walnęłam się otwartą dłonią w czoło . Schyliłam do walizki i wyciągnęłam ciemnozielone rurki, czarną bokserkę na to tego samego koloru bluzę wkładaną przez głowę ze wstawkami z koronki do tego czarne buty EMU. Złapałam za kosmetyczkę i pobiegłam do łazienki. Ktoś zapukał. Weszła Meg z ciuchami w ręce i swoimi przyborami kosmetycznymi. Uśmiechnęła się do mnie blado i zaczęła przebierać.
                                                Z PERSPEKTYWY MARGARET  
Weszli do kuchni. Faktycznie Harry był nieziemsko przystojny. Libby przywlokła się w T’shircie, który nie należał do niej. Jasmin kopnęła mnie w nogę pod stołem, dając do zrozumienia, że coś jest nie tak. Katie natomiast drżała z podniecenia. Harry odsunął naszej przyjaciółce krzesło, a ta nawet mu nie podziękowała, to nie było zupełnie w jej stylu. Ni stąd ni z owąd , nas gwiazdorek zaczął flirtować z Katherine, ona była cała w skowronkach, a Libby jakaś nieswoja, jakby nieobecna. W pewnym momencie podziękowała za posiłek i po prostu odeszła. Odprowadziliśmy ją wszyscy wzrokiem, kiedy opuściła kuchnie Harry zabrał głos – Słuchajcie dziewczyny, jest taka sprawa. Robię dzisiaj wieczorem takie małe party, będą chłopcy z zespołu, z dziewczynami, nasz gitarzysta Mick oraz jego kuzyn perkusista Josh. Tylko nie mówcie o niczym Libby, proszę!- po czym wziął do ręki jabłko i wyszedł z pomieszczenia, zupełnie zapominając o Kate, którą chwilę wcześniej adorował. Ja również podziękowałam i odeszłam od stołu, wzięłam cuchy i kosmetyczkę i podreptałam na górę. Na dzisiejszy dzień wybrałam czarne rajtuzy, kremową koronkową sukienkę, botki za kostkę na niewysokim obcasie i ciepły kardigan- to zdecydowanie mój ulubiony zestaw. Libby była już w łazience. Nie zamierzałam jej wspominać o planach na dzisiejszy wieczór. Przyjaciółka wyglądałam olśniewająco. Jak zawsze. Zaczęłam się przebierać. Postawiłam wszystko na jedną kartę – Libby czy wczoraj wieczorem coś zaszło między Tobą a Harrym , coś co zajść nie powinno? Zachowywaliście się przy śniadaniu dosyć dziwnie. – powiedziałam prosto z mostu. Jak to zwykłam robić.
Przyjaciółka nie odwróciła się nawet do mnie. – Nie, oczywiście, że nie. To zwykły dupek- powiedziała tuszując swoje i tak już długie z natury rzęsy. – Powiedział mi- kontynuowała- że nie znajdę sobie chłopaka, to znaczy, że trudno będzie mi o takiego, który zaakceptuje mnie całą – odwróciła się nareszcie. – Ma tupet, co? – spytała ze złością w oczach
- To idiota- skwitowałam i mocno przytuliłam ją do siebie. Znałam Libby nie od dziś, wiedziałam , że jest strasznie wrażliwą osobą i łatwo ją zranić. Harry właśnie to zrobił.
Usiadła na taborecie i podała mi szczotkę do włosów.
-Zrobisz mi dobieranego warkocza? Proszę- poprosiła i zatrzepotała teatralnie rzęsami. Od razu chwyciłam szczotkę i przystąpiłam do robienia fryzury. W głowie kotłowała mi się tylko jedna myśl, czy powinnam jej powiedzieć o planach na dzisiejszy wieczór? Postanowiłam tego nie robić, ale w kościach czułam, że to nie będzie zwyczajna impreza, że coś się wydarzy tego wieczoru …

sobota, 8 września 2012

ROZDZIAŁ 2



Zajechałyśmy pod dom. Przez resztę drogi nie odzywałyśmy się w ogóle , przez tą sytuację byłyśmy bardzo zmieszane. Weszliśmy do mieszkania, jego wystrój od razu przypadł mi do gustu. Za 15 min miałyśmy mieć kolację, więc weszłyśmy do naszego pokoju i aż dech nam zaparło! Było ślicznie. Szarawy parkiet , brązowo-beżowe ściany, łóżka drewniane –wszystko miało swój charakter. Byłyśmy zachwycone. Przy kolacji zbyt dużo nie rozmawialiśmy , po prostu gadka-szmatka. Po posiłku postanowiłyśmy wziąć kąpiel, zagrałyśmy w marynarzyka, byłam ostatnia. Jak zawsze… Przyjaciółki zachwycały się wystrojem łazienki. Nareszcie moja kolej! Tak! Wzięłam potrzebne rzeczy i ruszyłam , wchodząc po schodach zauważyłam, że z ramek wiszących na ścianie zostały wyciągnięte zdjęcia, jednak nie zaprzątałam sobie teraz tym głowy. Weszłam do łazienki i … dostałam oczopląsu. Każdy kafelek był innego koloru od intensywnej czerni , przez ostry, neonowy róż do delikatnego, stonowanego beżu. Podłoga była czarna. Istny odjazd! Czegoś takiego jeszcze nigdy nie widziałam , naprawdę.
Wzięłam prysznic, nie przepadałam za wylegiwaniem się w wannie. Gorące strugi wody pieściły moje zmęczone i zmarznięte ciało. Jednak wszystko co dobre kiedyś się kończy , wyszłam z kabiny, osuszyłam się ręcznikiem, ubrałam dres, który robił za piżamę i zorientowałam się, że musiałam zapomnieć bluzki z pokoju. Przeklnęłam w duchu, opatuliłam szczelnie mój górny departament ręcznikiem i zeszłam na dół. Drzwi do naszej sypialni były zamknięte, a ja dobijałam się do nich.
-Dziewczyny to nie jest śmieszne, błagam otwórzcie! Stoję półnaga w przedpokoju. To nie jest zabawne! – wydzierałam się w niebogłosy .
W odpowiedzi usłyszałam głośne, donośne śmiechy. – dziewczyny , ja Wam normalnie dupy z nogi powyrywam! Wpuszczajcie mnie raz, dwa! – lamentowałam dalej.
-wohohoho! Strach się bać. Libby gangsterka! Kotku, wiesz, że groźby są karalne?- krzyczały, nie mogłam znieść ich ciągłego chichotu.
Matko Boska! Usłyszałam dźwięk przekręcanego zamka, zamarłam… Nie mogłam uwierzyć w to kogo zobaczyłam w progu. Nie, to nie możliwe! To sen! Jakieś zwidy pewnie mam! Zauważyłam, że moja ręka ciągle wisiała w powietrzu. Zaczęłam walić w drzwi jak szalona – błagam, wpuszczajcie! Tu ktoś jest! – kopnęłam nogą w drzwi. Ałć! – aż syknęłam z bólu. I wtedy dostałam kolejnego olśnienia , przecież ja jestem półnaga! Złapałam się za bolącą stopę i zaczęłam powoli wycofywać do tyłu, aby ukryć się za ścianą, nie zauważyłam progu i … straciłam grunt pod nogami, upadłam na kafelki. Chłopak w ułamku sekundy znalazł się przy mnie, pomógł mi wstać.
-Wszystko okej? Halo! Ziemia do nieznajomej! Uszczypnąć, czy co? – mówił chłopak
-Ałć – wyrwało mi się. To jego uszczypnięcie było bardzo mocne … Wtedy właśnie uświadomiłam sobie, kto przede mną stoi. Harry Styles. Ten Harry Styles. Ten prawdziwy, najprawdziwszy.
-Ha-Ha-Har-ry? – wydukałam wreszcie.



NO I JEST DRUGI ROZDZIAŁ <3 Chciałabym Was prosić, żebyście zostawiali komentarze, bo to dla mnie bardzo dużo znaczy, naprawdę ;33

ROZDZIAŁ 1



Koniec marca. Śnieg , -17 stopni – to dosyć nietypowa pogoda dla Polski w okresie marca .
-Przypatrywałam się w krajobraz za oknem z niedowierzaniem. Byłam taka podekscytowana jutrzejszym wyjazdem do Londynu . Obóz językowy – to jest to . To będzie mój trzeci raz w stolicy Wielkiej Brytanii . – wciągnęłam mocno powietrze płucami , na samą myśl o dniu następnym przez moje ciało przechodziły miłe wstrząsy . Ubrałam gruby sweter, założyłam drugą parę skarpet , opatuliłam szalikiem , przyodziałam parkę i ulubione trapery. Krzyknęłam na pożegnanie do mamy – Idę do Margaret! – Dorothy wychyliła głowę z kuchni i kiwnęła potakująco głową. Wyszłam na dwór , brr… Polska zmieniła się w Syberię. W Londynie temperatura miała być podobna. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Na szczęście do Maggie miałam niedaleko. Margaret Lilly Jones była jedną z trzech moich najlepszych przyjaciółek. To dziewczyna zabawna, pełna optymizmu i … głupich pomysłów. Eh!
Wdrapałam się na drugie piętro i zapukałam skostniały dłońmi do drzwi , Meg od razu otworzyła .
-Hej Directioners! – obdarowała mnie soczystym buziakiem w policzek.
-Em , zamknij się , bo Wojtek spod 7 przyjdzie i nam wpieprzy , wiesz , że on słucha samego metaluuu – mruknęłam.
Popatrzyłyśmy na siebie i równocześnie wybuchnęłyśmy śmiechem . W równie szampańskim humorze spędziłyśmy nasz ostatni dzień w Polsce. O godzine 20 , musiałam zbierać się do domu – to do jutra , nie spóźnij się na zbiórkę! -krzyknęłam do przyjaciółki i już mnie nie było.  Za trzy minuty byłam już u siebie w domu. Mama przygotowała mi wszystko do podróży , kochana kobitka-pomyślałam . Wzięłam gorący prysznic, umyłam zęby i znowu wylazłam z mieszkania. Tym razem w piżamie. Zapukałam do drzwi na prawo od moich . Stanął w nich jak zawsze uśmiechnięty Tay – mój najlepszy przyjaciel . Tylko przyjaciel! Mimo, że był tak cholernie przystojny, nie czułam do niego nic więcej , oprócz siostrzanej miłości. Pożegnaliśmy się ze sobą, a ja ze łzami w oczach wróciłam do siebie. Nie na widzę pożegnań. Położyłam się do łóżka, okryłam starannie kołdrą i polarem , wzięłam do ręki pamiętnik i postanowiłam napisać ostatni wpis : Panie Boże , jeżeli naprawdę jesteś tam na górze, to spraw aby ten wyjazd był najlepszy na świecie. Mogłybyśmy poznać One Direction , no ale dobra , bez takich. Po prostu spraw, abyśmy nigdy tej wycieczki nie zapomniały! . Odłożyłam notes na szafkę nocną i zasnęłam . Tej nocy wyjątkowo nic mi się nie śniło …
Obudził mnie dźwięk budzika równo o 9:00. Wsunęłam nogi w wygodne kapce, narzuciłam szlafrok i poszłam zjeść śniadanie. Zrobiłam sobie delikatny makijaż i ubrałam tak wygodnie jak tylko mogłam. Bordowe dresy, czarny sweter wkładany przez głowę mojej ulubionej projektantki Dorothy Perkins(tak to moja mama) , parka , trapery – byłam gotowa do wyjścia. Zarzuciłam torbę na ramię , a poduszkę pod rękę. Wsiadłyśmy z mamą do auta i pojechałyśmy na miejsce zbiórki. Margaret i Jasmin już tam były. Podeszłam do nich i trafiłam na dyskusję, którą one mogły toczyć godzinami.
-Mówię Ci, że Harry wytatuował sobie wieszak, dlatego, że ma ku temu jakieś powody-powiedziała Jasmin tonem nieznoszącym sprzeciwu.
-Jasne, jasne , wmawiaj to sobie dalej. Prawda jest taka, że zrobił to , bo mu się nudziło, a to, że chce wyglądać jak brudnopis to nie moja wina- odszczekała się Margaret.
-Zobaczymy co powie na Twoją opinię Kate- syknęła brunetka
-Pewnie mnie zabije-wzruszyła ramionami blondynka.
Roześmiałyśmy się chóralnie. Katherine przyszła pare minut później. Rodzice załadowali nam bagaże do luku i ruszyliśmy. Pani Victoria zabrała głos tylko raz : Obóz wygląda tak jak zawsze , tydzień zwiedzamy i tylko noce spędzacie u rodzin , a drugi cały z nimi. Błagam dajcie mi spać w nocy, szczególnie mówię do Libby i reszty sferajny .
Udałam zaskoczoną , ale zaraz autokarem wstrząsnęły salwy śmiechu. Podróż mijała bez przeszkód , siedziałam z Jasmin, która ułożyła się tak, że miałam jeszcze całkiem sporo miejsca dla siebie. 28 godzin w śmierdzącym pojeździe i wreszcie upragniony LONDYN , a raczej jego obrzeża. Jak zawsze w parku Hilton miały czekać na Nas nasze angielskie rodziny. Pani Victoria wywoła naszą świętą czwórkę i wyszłyśmy . Na chodniku stała bardzo ładna kobieta, brunetka, lat ok. 40 , miała piękny uśmiech i nieskazitelną figurę . –chciałabym tak wyglądać w jej wieku – przemknęła mi myśl. Miałam jakieś dziwne wrażenie, że znam tą kobietę. Ale zaraz się otrząsnęłam, bo przecież to niemożliwe. Przywitała Nas , przytulając każdą po kolei, Wsiadając do jej auta Jasmin uniosła ręce do góry i powiedziała – Spraw Boże , aby miała przystojnych synów. Wybuchnęłyśmy niekontrolowanym śmiechem, a Anne – tak nazywała się nasza angielska rodzicielka spojrzała na naszą grupkę jak na osoby niezrównoważone psychicznie. Odjechałyśmy , Anne zaczęła opowiadać o swojej rodzinie , miała córkę Gemmę i syna Rogera, który studiował na Oxfordzie- trochę dziwnie się zachowywała mówiąc o swoich dzieciach, jednak zignorowałam to.
-Mieszkam w Holmes Chapel, to już niedaleko. – stwierdziła kobieta.
Chwila osłupienia i nagle przeraźliwy krzyk naszej czwórki. Każda z Nas wiedziała, że właśnie tam znajduje się rodzinny dom Harr’ego! Ann zaśmiała się – Harry Styles , hm?
Zatkało mnie momentalnie, zresztą tak samo jak moje przyjaciółki. – Nie , no oczywiście ,że nie. A kim on jest? – skłamał szybko . Po czym dodałam – chodzi o to, że tu mieszkała kiedyś ciotka Kate, niedawno się wyprowadziła, ale miała bardzo przystojnego syna.
- Tak , a jak ona się nazywała? Pewnie będę ją znała , Holmes Chapel to mała miejscowość. –nie dawała za wygraną Angielka. –Em , Em , moja ciocia nazywa się – zaczęła Katie, jednak przerwał jej dźwięk dzwoniącego telefonu. Oczywiście WMYB było jej sygnałem . Zalałyśmy się rumieńcem , a ja walnęłam otwartą dłonią w czoło, aż zabolało,
Interesująco zaczął się ten nasz obóz …

pierwsza notka ;D

A więc niedługo ukaże się 1 rozdział mojego opowiadania o One Direction. Jestem trochę zdenerwowana, ale również podekscytowana i dumna z siebie, że postanowiłam to opublikować! Ciekawe czy ktoś to przeczyta , ale ok. Tak , więc see u , miśki! ;33