- Nie. Liam- odparł z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
Zirytowało mnie to, dlatego postanowiłam wrócić do „żywych” i odegrać się za
jego zachowanie, które nie wiadomo czemu nie przypadło mi do gustu.
-Wolałabym, żeby to on tu był, a nie ty- odpowiedziałam z
nieskrywaną pogardą dla jego osoby. Chłopak chciał coś powiedzieć, otworzył
buzię, po czym ją zamknął. Dostrzegłam w jego oczach ból. Czyżby zabolało go to
co powiedziałam? Nie, wyrzutów sumienia to ja mieć nie będę , co to, to nie.
Chyba nikt go już od dawna w ten sposób nie potraktował.
-Ej, moja przyjaciółka, Kate, ona bardzo Cię lubi i pewnie
ucieszyłaby się gdyby spotkała swojego idola. Poprawka oszalałaby z radości.
Zaraz ją zawołam, jest tu w pokoju- powiedziałam to dosyć szybko, z czego byłam
niesłychanie dumna.
-Nie, bardzo proszę! Wróciłem prosto z lotniska, mieliśmy
koncert w Irlandii, jestem zmęczony. Wybacz, ale nie mam ochoty słuchać
wrzasków fanek- ogłosił to, jakby miało to uratować jego życie.
-Oj, daj spokój, to tylko 5 minutek. Już nie przesadzaj,
świat się od tego nie zawali, jeżeli poświęcisz Katie troszeczkę swojego czasu.
Po drugie to jej marzenie… - kontynuowałam
-Kaa- zaczęłam ją wołać, ale nie skończyłam ponieważ Harry
zakrył mi usta swoją dłonią i zręcznym ruchem wziął mnie na ręce jak pannę
młodą i wbiegł po schodach na górę. Oszołomiona zwrotem akcji zdążyłam tylko
krzyknąć – to porwanie. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi, jednak my
zniknęliśmy już w pokoju na drugim piętrze.
Chłopak odstawił mnie delikatnie na ziemi, chciałam coś
powiedź ale zupełnie nie wiedziałam co. Wrosłam w podłogę. Kiedy już
zamierzałam coś powiedzieć, otworzyłam usta, jednak nie wydobył się z nich
żaden dźwięk. – zadławiłaś się czymś? – zaśmiał się Harry. Mi wcale do śmiechu
jednak nie było. – Co to miało być?- wydukałam wreszcie.
-Tak jak sama powiedziałaś, porwanie- Styles ściągnął swoją
kurtkę i odwiesił na wieszak.
-Ale ja muszę wrócić na dół. Zobacz, koszulki do spania
nawet nie mam- próbowałam wszystkiego, aby tylko nie spędzić tej nocy w tym
pokoju i to właśnie z nim.
-Myślę, że to nie będzie żadnym problemem.- ukazał szereg
swoich idealnie, prostych białych zębów. Podszedł do szafy i wyciągnął z niej
niebieski T-shirt z logiem supermana.
-Proszę- podał mi. Wyrwałam ubranie z jego rąk i ruszyłam w
kierunku drzwi.
- A ty gdzie?- spytał, stając przede mną i barykadując mi
tym samym wyjście z pomieszczenia. – No, chyba przy tobie przebierać się nie
będę- odpowiedziałam całkiem spokojnym głosem. – Ym , no tak jasne- odparł
zmieszany i przesunął się w prawo. Drzwi za mną zamknęły się z hukiem ,
ruszyłam w kierunku toalety. Ubrałam bluzkę i rozwiesiłam ręcznik na grzejniku.
– Okej Libby skup się , to Twoja jedyna szansa, aby mu zwiać. Wyszłam po
cichutku z toalety i zaczęłam schodzić po schodach, było bardzo ciemno i nie
zauważyłam Styles’a stojącego w połowie mojej drogi. – A ty co uciekasz? –
spytał.
Było mi głupio. Dobrze ,że panowała wokół ciemność,
bynajmniej nie zauważył moich policzków, które zapewnie były oblane rumieńcem.
– Na górę już- rozkazał. Nie miałam wyjścia. Posłuchałam go. Ruszyłam, Harry
szedł bardzo blisko mnie. Czułam jego oddech na swoim karku. – Okej , to ty
teraz tu posiedź, a ja pójdę się umyć- skinęłam potakująco głową. To wszystko
było jak jakiś sen. Wręcz koszmar, ale w sumie Harry nie był tym koszmarem,
chociaż okazał się dupkiem. Więc zmieniam zdanie jednak to przez niego ta noc
jest koszmarna. – Libby, Libby – usłyszałam wołanie przyjaciółek. – Drugie
drzwi na lewo od toalety- krzyknęłam. Podeszłam do drzwi. – Co ty tam robisz?-
dopytywały się. – No, ja…- nie dokończyłam, bo ktoś mi przerwał. – Dziewczyny
idźcie na dół, przyjaciółki Wam dzisiaj nie oddam, bo nie chcę krzyków fanek
ani nic takiego. Katie dużo o Tobie słyszałem, poznamy się jutro przy
śniadaniu. – wydzierał się Styles z łazienki. Usłyszałam tylko piski
przyjaciółek i to jak zbiegają na dół. „ No świetnie, to są prawdziwe
przyjaciółki” – pomyślałam. Usiadłam na kanapie. Harry wszedł po 5 minutach .
Wstałam i ryknęłam – No nieźle to sobie wszystko wymyśliłeś Styles!
- Tak wiem, jestem niezłym porywaczem. – podarował mi
uśmiech, który zdążyłam znienawidzić . Opadłam bezradnie na sofę. Harry usiadł
koło mnie, jednak odległość była dla mnie w miarę bezpieczna, około 30-40 cm. – Chcesz coś
oglądnąć?- zagadał.
Wzruszyłam ramionami i przyciągnęłam nogi do brody. – Może „
To tylko miłość” , to moja ulubiona komedia romantyczna- nie dawał za wygraną.
– Ta, może być, też ją lubię- powiedziałam. Chłopak uśmiechnął się, jednak ja
tego nie odwzajemniłam. – Od razu mówię, że płaczę na scenie ślubu, chyba, że
podzielasz opinię, iż chłopcy nie płaczą, wtedy postaram się ukryć moje emocje,
ale u mnie z tym trochę trudno- próbował rozładować niezbyt ciekawą atmosferę.
– Nie podzielam tej opinii. Uważam, że każdy może płakać niezależnie od płci
czy wieku, to jest najzupełniej normalne- powiedziałam nawet miłym tonem, co
trochę mnie zszokowało, bo w głębi duszy nadal byłam na niego cholernie zła. Z
drugiej strony nie mogłam uwierzyć, że właśnie oglądam film z Harrym Stylesem w
jego własnym domu. Oglądaliśmy, no i przyszła scena ślubu. Nie wytrzymałam.
Zaczęłam płakać, Harold też.
-Dlaczego prawdziwa miłość nie istnieje? Czemu wszystko jest
takie piękne tylko na filmach? – pochlipywałam. Poczułam jak Harry się do mnie
przysuwa. Niepewnie objął mnie swoim ramieniem. Nie protestowałam,
potrzebowałam tego.
-Nawet mi się nie przedstawiłaś, tylko po krzykach Twoich
koleżanek wiem, że masz na imię Libby – zaczął – a wracając do tematu , to
wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?- kontynuował.
-Nie- odparłam zdecydowanie.
-Masz chłopaka?- ilość pytań , które mi zadawał była lekko
przytłaczająca .
-Nie- chciałam ukryć smutek w swoim głosie, ale nie wyszło
mi to chyba najlepiej.
-Trudno się dziwić, masz niezły temperament, chyba ze świecą
to trzeba szukać takiego, co zaakceptuje Ciebie całą- wyparował
-Słucham? – poderwałam się z
miejsca. – Co ty o mnie w ogóle wiesz, co ? Nic i taka jest prawda. Myślisz, że
jak jesteś jakąś gwiazdką to możesz wszystkich oceniać i ujdzie Ci to na sucho.
Jeżeli tak ,to grubo się mylisz! Jesteś dupkiem i zadufanym w sobie egoistą,
Styles!- wylewałam z siebie potok słów. – Aha- tylko tyle usłyszałam w
odpowiedzi. Nawet nie zauważyłam, kiedy wylądowałam w łóżku, cisnęłam tylko
poduszką i kocem w stronę Harr’ego i zasnęłam w miarę szybko, mimo tych
wszystkich zdarzeń dzisiejszego wieczoru.
Budzik zadzwonił równo o 8:00 ,
wstałam beznamiętnie z łóżka i wyszłam z pokoju zamykając zielonookiemu drzwi
przed nosem. Chłopak schodził za mną po schodach. Na dole spotkaliśmy Gemmę,
przedstawiłam się jej i ruszyłam w kierunku kuchni. Moje przyjaciółki siedziały
już przy stole. Przywitałam się z nimi i chciałam już odsunąć krzesło, aby
zająć miejsce, jednak ktoś uprzedził mnie. Był to Harry. Szepnął mi do ucha
”miło Cię widzieć” , obdarowałam go kwaśnym uśmiechem, zalałam płatki mlekiem,
a on w tym czasie przywitał się z Ann, która krzątała się w kuchni
przygotowując nam drugie śniadanie. Harry zajął miejsce obok Katie, zaczął z
nią rozmawiać. Przedstawił się oczywiście reszcie dziewczyn. Kątem oka
dostrzegłam jak alabastrowa cera mojej przyjaciółki pokrywa się wielkimi
rumieńcami. Unikałam wzroku Harolda, jednak nie umknęło mojej uwadze to, że
flirtowała z Katie. Machałam łyżką w misce. Nie miałam ochoty jeść. – Dziękuję,
najadłam już się- wstałam od stołu i ruszyłam w stronę pokoju. Nie odeszłam z
kuchni z tego powodu, że byłam zazdrosna, na pewno, zrobiłam to dlatego, że
Harry strasznie działał mi na nerwy. Po drugie po jego wczorajszym zachowaniu,
nie mogłam dopuścić do tego, aby moja przyjaciółka zaczęła się z nim umawiać,
ale co ja niby miałabym jej powiedzieć? „ hej , Katie, słuchaj, chłopak Twoich
marzeń to idiota i tyle” ? ta jasne, czarno to widzę. Walnęłam się otwartą
dłonią w czoło . Schyliłam do walizki i wyciągnęłam ciemnozielone rurki, czarną
bokserkę na to tego samego koloru bluzę wkładaną przez głowę ze wstawkami z
koronki do tego czarne buty EMU. Złapałam za kosmetyczkę i pobiegłam do
łazienki. Ktoś zapukał. Weszła Meg z ciuchami w ręce i swoimi przyborami kosmetycznymi.
Uśmiechnęła się do mnie blado i zaczęła przebierać.
Z PERSPEKTYWY MARGARET
Weszli do kuchni. Faktycznie Harry był nieziemsko
przystojny. Libby przywlokła się w T’shircie, który nie należał do niej. Jasmin
kopnęła mnie w nogę pod stołem, dając do zrozumienia, że coś jest nie tak.
Katie natomiast drżała z podniecenia. Harry odsunął naszej przyjaciółce
krzesło, a ta nawet mu nie podziękowała, to nie było zupełnie w jej stylu. Ni
stąd ni z owąd , nas gwiazdorek zaczął flirtować z Katherine, ona była cała w
skowronkach, a Libby jakaś nieswoja, jakby nieobecna. W pewnym momencie
podziękowała za posiłek i po prostu odeszła. Odprowadziliśmy ją wszyscy
wzrokiem, kiedy opuściła kuchnie Harry zabrał głos – Słuchajcie dziewczyny,
jest taka sprawa. Robię dzisiaj wieczorem takie małe party, będą chłopcy z
zespołu, z dziewczynami, nasz gitarzysta Mick oraz jego kuzyn perkusista Josh.
Tylko nie mówcie o niczym Libby, proszę!- po czym wziął do ręki jabłko i wyszedł
z pomieszczenia, zupełnie zapominając o Kate, którą chwilę wcześniej adorował.
Ja również podziękowałam i odeszłam od stołu, wzięłam cuchy i kosmetyczkę i
podreptałam na górę. Na dzisiejszy dzień wybrałam czarne rajtuzy, kremową
koronkową sukienkę, botki za kostkę na niewysokim obcasie i ciepły kardigan- to
zdecydowanie mój ulubiony zestaw. Libby była już w łazience. Nie zamierzałam
jej wspominać o planach na dzisiejszy wieczór. Przyjaciółka wyglądałam
olśniewająco. Jak zawsze. Zaczęłam się przebierać. Postawiłam wszystko na jedną
kartę – Libby czy wczoraj wieczorem coś zaszło między Tobą a Harrym , coś co
zajść nie powinno? Zachowywaliście się przy śniadaniu dosyć dziwnie. –
powiedziałam prosto z mostu. Jak to zwykłam robić.
Przyjaciółka nie odwróciła się nawet do mnie. – Nie,
oczywiście, że nie. To zwykły dupek- powiedziała tuszując swoje i tak już
długie z natury rzęsy. – Powiedział mi- kontynuowała- że nie znajdę sobie
chłopaka, to znaczy, że trudno będzie mi o takiego, który zaakceptuje mnie całą
– odwróciła się nareszcie. – Ma tupet, co? – spytała ze złością w oczach
- To idiota- skwitowałam i mocno przytuliłam ją do siebie.
Znałam Libby nie od dziś, wiedziałam , że jest strasznie wrażliwą osobą i łatwo
ją zranić. Harry właśnie to zrobił.
Usiadła na taborecie i podała mi szczotkę do włosów.
-Zrobisz mi dobieranego warkocza? Proszę- poprosiła i
zatrzepotała teatralnie rzęsami. Od razu chwyciłam szczotkę i przystąpiłam do
robienia fryzury. W głowie kotłowała mi się tylko jedna myśl, czy powinnam jej powiedzieć
o planach na dzisiejszy wieczór? Postanowiłam tego nie robić, ale w kościach
czułam, że to nie będzie zwyczajna impreza, że coś się wydarzy tego wieczoru …